16 listopada 2013

3. Moralne porażki


Jasne włosy tańczyły mu przed oczami.
Mocniej przytulił siedzącą przed nim dziewczynę, której głowa spoczywała na jego ramieniu. Twarz miała spokojną, a powieki przymknięte. Rzęsy rzucały cienie na jej policzki, a usta wyginały się w kuszącym wyrazie. Wiatr ponownie zabawił się jej włosami, unosząc je w powietrzu. Kilka kosmyków dotknęło jego policzka. Poczuł ich miękkość, a do jego nozdrzy dotarł zapach jej truskawkowego szamponu. Czując to, uśmiechnął się do siebie i zaśmiał się cicho.
- Z czego się śmiejesz? - zapytała, nie otwierając oczu. Przesunęła się nieco, szukając wygodniejszej pozycji w jego ramionach.
Siedzieli pod rozłożystym drzewem na zalanych jesiennym słońcem szkolnych błoniach. Tego dnia oprócz nich znajdowało się tu jeszcze kilkunastu amatorów piękna świata, który korzystali z wyjątkowo ciepłego popołudnia. Uczniowie siedzieli w małych grupach kilkuosobowych lub parami, jak było w ich przypadku.
- Myślę, że smakowicie pachniesz. Jak truskawka - odparł.
Odwróciła się, patrząc w jego oczy. Nie musiała nic mówić; on ją rozumiał. Wiedział, że czuje do niego to, co sam czuł do niej. Razem mogli wszystko i tworzyli całość. Jako para stanowili więcej niż kiedykolwiek osobno. Ujął jej dłoń, delikatnie głaszcząc delikatną skórę nadgarstka.
- Ted, musimy już iść - powiedziała nie ruszając się z miejsca. Musiała to powiedzieć. Była zbyt sumienna, aby pozwolić sobie na tak długie lenistwo. Ted uwielbiał burzyć jej uporządkowanie; sprawiać, że zapominała o całym świecie i liczyli się tylko oni.
- Amber, spokojnie zdążymy ze wszystkim - zaoponował, wplatając dłoń w jej włosy i niszcząc jej uczesanie, dokańczając dzieło wiatru. Dziewczyna nic nie powiedziała, tylko uniosła się na łokciach. Próbowała doprowadzić swojego włosy do porządku, rzucając mu piorunujące spojrzenia.
- Zebrało ci się na żarty - ofuknęła go, dając mu pstryczka w nos. - Ale musimy się już zbierać. Nie napisałam wypracowania...
- Zrobisz to później - obiecał Teddy. - Pomogę ci.
Sam siebie zaskoczył własnymi słowami. Zwykle wolał najpierw wykonać wszystkie obowiązki, a dopiero potem odpoczywa. Tej reguły trzymał się podczas swojej nauki w Hogwarcie. Odstępstw od niej czynił niewiele i nawet Victoire trudno było przekonać go do zmiany zdania.
- Znowu o niej myślisz. - Głos Amber przerwał jego rozmyślania. Brzmiąca w nim pretensja nie była czymś, wobec czegoś mógłby przejść obojętnie. Zbyt mocno zależało mu na tej dziewczynie, aby zignorować jej wątpliwości. Wiedział, że nie może pozwolić, aby niepewność rozsiewała się w jej myślach, niszcząc ich związek. Związek, który mógł się stać jego wybawieniem.
- Masz taki wyraz twarzy, Teddy, wtedy gdy o niej myślisz, że nie sposób pomylić go z czymś innym. Twoje oczy nabierają blasku, a usta rozchylają się...
- Amber, to nie tak jak myślisz - przerwał jej. Dopiero na widok zwątpienia w oczach dziewczyny zdał sobie sprawę, jak dwuznacznie zabrzmiały jego słowa, podczas gdy w relacji z Victoire nie było żadnych wieloznaczności.
Nie wiedział tylko jak wyjaśnić to komuś, kto nie widział małej Victoire, gdy dziesięć lat temu zmuszała go do zabawy w Strażników magii*, każąc chodzić w różowym kapeluszu i niebotycznie wysokich szpilkach swojej matki albo nie znał historii o ich pierwszej samodzielnej wyprawie ulicą Pokątną. Stanowiła część jego przeszłości, którą rozjaśniała niczym Słońce, będąc najjaśniejszym punktem.
Patrząc na nią, widział, kim jest. Urodzona w rocznicę bitwy o Hogwart znała równie dobrze co on przebieg wojny, jej skalę i ofiary, wśród których byli jego rodzice. Dlatego w każde swoje urodziny razem z nim szła do miejsca pochówku Nimfadory i Remusa Lupinów, nic nie mówiąc. Jej cicha obecność i uścisk znaczyły więcej niż słowa. Wiedziała, żeby musi być, nie pytać. Nie próbowała go pocieszać, dając jednocześnie pociechę.
 Była dla niego więcej niż przyjaciółką, kimś, komu bezgranicznie ufał i zawsze mógł ślepo na nim polegać.
- Tłumaczyłem ci, co jest między mną i nią - odparł spokojnie.
- Jest dla ciebie wszystkim - podsumowała Amber. - Tylko pozostaje w takim razie pytanie, kim ja dla ciebie jestem?
- Amber, nie zaczynaj znowu...
Miał wrażenie, że specjalnie żąda wyjaśnień, aby później mieć do niego pretensje o Victoire. Jakby chciała, aby w końcu nie wytrzymał i na przekór powiedział, że to właśnie ją kocha, a ona było tylko chwilową zachcianką. On wiedział jednak, że to zbyt proste, aby mógł to uczynić. Gdyby mógł to powiedzieć, że nie zależy mu na Victoire, Amber pewnie uspokoiłaby się. Poczuła się pewnie i zdała sobie sprawę, że wyklucza jakikolwiek romantyczny związek z Weasley. Nie mógł się jednak zdobyć na taką deklarację. To byłoby kłamstwo, bo na Victoire zależało mu i to bardzo, co tylko wszystko komplikowało.
- Ted, ja się po prostu boję - powiedziała cicho, jakby w odpowiedzi na jego milczenie. - Nawet jeśli jest tak jak mówisz, to sądzę, że ona czuje coś do ciebie.
- Ciąg dalszych twoich teorii spiskowych... - mruknął cicho, przyciągając ją do siebie i zagłuszając jej słowa pocałunkami.
Wątpliwość jednak niczym ziarno, które trafiło na podatną ziemię kiełkowało w jej głowie. Niepewność rosła, a ona nie mogła jej powstrzymać. Ba, sama ją w sobie podsycała, bawiąc z własną podświadomością, jakby nie była pewna, ile tak naprawdę wytrzyma.
Wcześniej owszem, wiedziała, że chłopak, który jej się podoba przyjaźni się z wyglądającą jak anioł Victoire Weasley. Chociaż nie miała kompleksów, widok pięknej blondynki raczej nie poprawiłby humoru żadnej dziewczynie, zwłaszcza, gdyby ów anioł wpatrywał się z uwielbieniem w jej chłopaka, chłonąc każde słowo padające z jego ust. Wiedziała, co powie zanim dokończy zdanie, jak nabył małą bliznę na podbródku i znała jego babcię. Była ostatnią osobą, o której myślał wieczorem, idąc spać i pierwszą, która przychodziła mu na myśl w razie zagrożenia. Znała go lepiej niż ona kiedykolwiek miała poznać.
Idealne zagrożenie dla związku.
Nie pomagały deklaracje Teddy'ego, że jest dla niego tylko przyjaciółką i łączy ich spędzone razem dzieciństwo. W jej oczach wyglądało to zupełnie inaczej. Od pamiętnego spotkania z Victoire miała wrażenie, że dziewczyna zwyczajnie jej nie lubi. Musiałaby być ślepa albo głupia, żeby nie zauważyć jej za słodkiego uśmiechu i strachu w oczach, gdy patrzyła na Teda, jakby bała się, że przejrzy jej grę. On jednak niczego nie dostrzegał, a ona nie zamierzała mu tego uświadomić. To musiałby być początek końca ich związku. Konfrontacja byłaby porażką. Nie uwierzyłby jej, że postawa Victoire to tylko gra, że ona sabotuje ich związek i wyraźnie chce mieć go dla siebie.
Musiała przyjąć inną taktykę, w której głównym środkiem była daleko idąca ostrożność. Nie mogła dopuścić do tego, aby Weasley wiedziała, że przejrzała jej zamiary, a Ted poznał prawdę o tym, co myśli o jego aniele. Będzie musiała grać. Pozwoli, aby uwierzył, że naprawdę lubi Victoire, żę nie dostrzega fałszu w jej zachowaniu, dopóki nie wymyśli jak skutecznie się jej pozbyć.
- Amber, wracamy do zamku?
Odwróciła się, znowu patrząc na jego twarz. Pogładziła brzeg jego podbródka, czułym spojrzeniem dotykając jego ust.
- Czas najwyższy.
***
Cisza przed burzą.
Myśl ta przewijała się w głowie Victoire, gdy nawijała pasmo swoich włosów na palec. Kolejne dźwięki wskazówki przesuwającej się po tarczy zegara zaś nieustannie przypominały jej o płynącym za wolno czasie. Wszystko tego dnia szło po jej myśli. Wstała o czasie, dostała kilka komplementów i pochwałę za wyjątkowo udany eliksir, a także propozycję randki z atrakcyjnym Puchonem z siódmego roku. Zwykle cieszyłaby się z wszystkich tych drobnych sukcesów, ale tego dnia jawiły się one w jej oczach zapowiedzią porażki. Na każdą wygraną przypada jakaś porażka, upomniała sama siebie. A ona nie zamierzała przegrać w walce z Amber. Nie mogła na to pozwolić.
- Psst. - Odwróciła się do Melanie, która patrzyła na nią wymownie, wskazując głową pobliskie okno. - Widziałaś ich? Są razem naprawdę słodcy.
Kiwnęła głową w odpowiedzi, przelotnie zerkając we wskazanym kierunku. Pozornie błonia wyglądały jak zwykle. O tej porze zwykle byli tam siódmoklasiści i pierwszoroczniaki, którzy zwykle zajęcia kończyli najwcześniej oraz ci wybrańcy, których plan przecinało kilka okienek, bo wybrali niewiele przedmiotów. Teraz przy jeziorze siedziały Gryfonki z ostatniego roku, a ona mimo dużej odległości widziała ich roześmiane twarze. Jakichś dwóch sprytnych pierwszaków albo drugoklasistów eksperymentowało z fajerwerkami ze sklepu jej wujka. Zmrużyła oczy, chcąc się przekonać, czy to aby nie jej brat albo któryś z kuzynów, ale chłopcy przeszli dalej, a drzewa zasłoniły jej widok. Nieopodal miejsca, gdzie wcześniej eksperymentowały urwisy, siedziało mieszane płciowo towarzystwo wyraźnie zajęte spoczywającymi na ich kolanach książkami. Dalej, pod rozłożystymi drzewami siedziały pary. Było ich prawie dziesięć, a łączył ich rozmarzony wzrok i opieranie się o konary drzew, które niejedno już widziały.
Już miała odwrócić wzrok, nie chcąc zakłócać prywatności zakochanych, gdy dostrzegła ich wśród nich. On opierał się plecami o szorstką korę, a ona półleżała na jego ramieniu. Czule odgarnął pasmo jej włosów z policzka, mocniej przyciskając ją do siebie. Ona jedynie uśmiechnęła się do niego, ale to wystarczyło, aby żołądek Victoire skręcił się w supeł. Poczuła jak przez plecy przebiega jej dreszcz. Zacisnęła usta, czując niekontrolowane drżenie podbródka niechybnie będące zwiastunem nadchodzącej burzy uczuć.
- Victoire, wszystko w porządku?
- Tak, Melanie - odpowiedziała mechanicznie, n ie zastanawiając się nad odpowiedzią.
Uwielbiała Melanie za prostolinijność, szczerość i spontaniczność, która zawsze powodowała u niej uśmiech. Były dobrymi koleżankami, może nawet przyjaciółkami, ale nie sądziła, aby mogła jej powiedzieć, co naprawdę sądzi o związku Teddy'ego i Amber. Nie umiała. Nie przyzwała tego sama przed sobą i nie zamierzała mówić o tym Melanie czy Noelle. To było coś zbyt intymne, wstydliwe. Może powiedziałaby o swych wątpliwościach Teddy'emu, gdyby nie
- Panna Weasley i panna Flannery, proszę o cieszę. - Umilkły, słysząc głos nauczycielki. Victoire popatrzyła na Melanie z miną, jakby było jej przykro z powodu upomnienia i naprawdę pragnęła dalej kontynuować tę rozmowę. Ta kiwnęła tylko głową, pochylając się nad stolikiem. Victoire popatrzyła na leżącą książkę, kilkakrotnie przekręcając kartki. Czas przestać marzyć, upomniała siebie, próbując się skupić na nauce. Jej nieudolne wysiłki przerwało mocne dźgnięcie w plecy. Z jej ust wyszedł cichy okrzyk bólu, który szybko przeszedł w niewyraźny jęk.
- Mam... Wymyśliłam... - Noelle trudem powstrzymała się od okrzyku entuzjazmu, nie zważając na kwaśną minę Victoire, która odwróciła się ukradkiem i rozmasowywała bolącą łopatkę. - Jestem naprawdę genialna.
Nie dostrzegła jednak poparcia swojego geniuszu w oczach Weasley, która popatrzyła na nią z powątpiewaniem w oczach. W efekcie Rosewood przewróciła tylko oczami, jakby wiedziała, że przyjaciółka i tak nie doceni misterności jej planu.
- Wybacz mój sceptycyzm, ale poprzedni też miał być genialny.
- Widocznie za mało się starałaś - odparowała, a Victoire w odpowiedzi pokręciła głową. Nie, to nie była jej wina i zdawała sobie sprawę, że podczas realizacji pomysły Noelle wcale nie są tak proste i skuteczne, jak mogłoby się wydawać. Gdy przystępowała do działania, nagle wszystko się rozpadało. Plany się waliły, a ona uderzała głową w mur, którego nie mogła przebić.
- Noelle, ja już mam dosyć - szepnęła, po czym odwróciła się przodem do tablicy. Posłała przepraszający uśmiech skrzywionej nauczycielce i zaczęła pospiesznie notować. Miała już wystarczająco dużo problemów i nie potrzebowała kolejnych w postaci zaległych prac domowych.
- Ale to naprawdę dobry plan - zarzekała się Noelle, gdy po skończonej lekcji pakowały swoje rzeczy.
Weasley posłała jej spojrzenie godne bazyliszka:
- Noelle...
- Jak nie chcesz moich rad, to sama kombinuj - burknęła ze złością. Jej wybuch nie zrobił jednak wrażenia na Victoire, więc dodała: - Co w takim razie zrobisz?
Chętnie odpowiedziałaby na pytanie Noelle, gdyby tylko znała odpowiedź. Otworzyła usta, ale nic nie powiedziała, kręcąc nieznaczenie głową. Nie wiedziała nic. Była totalną ignorantką. Nie potrafiła oszukiwać w kartach, a w kwestii intryg nawet siedem lat młodsza Lily ją przewyższała. Nie miała szans.
- Przepraszam - rzuciła zasapana Noelle, doganiając ją przed wejściem do pokoju wspólnego, ale Weasley udała, że nie słyszy. Spróbowała poprawić pasek opadającej torby, która ostatecznie wylądowała na podłodze. Zaklęła głośno, zabierając się do zbieranie książki. Miała sięgnąć po podręcznik do transmutacji, gdy ktoś inny go podniósł.
- Masz rację - odpowiedziała Victoire, oddając jej książkę. - Jestem tak nudna, tak przewidywalna, że nic nie wymyślę.
- Victoire, jesteś...
- Słodka? Ja nie chcę być słodka. Chcę być zdecydowana, odważna. Chcę, aby oni się rozstali - dodała szeptem, czując zdradzieckie ciepło na policzkach. Postawiła wszystko na jedną kartę. Powiedziała to głośno. Spuściła wzrok, nie chcąc patrzeć na twarz Noelle. Mogła sobie wyobrazić, co ona o niej pomyśli. Egoistka bez serca, która nie potrafi się cieszyć szczęściem Teda, która chce przysporzyć mu cierpienia.
- Victoire? - Podniosła niebieskie oczy ku Noelle, bojąc się, co ujrzy na jej twarzy. Przyjaciółka jednak nie patrzyła na nią z pogardą, tylko lekkim rozbawieniem. - Przecież ja to wszystko wiem.
- Noelle, nie rozumiesz. Ten nasz plan, te próby... Ja naprawdę chcę doprowadzić do ich zerwania.
- Victoire, wiem. - Noelle wywróciła oczami. - Wiem to wszystko i znam twoją motywację, więc uspokój się. Jestem ostatnią, która mogłaby się potępić i pierwszą chętną do pomocy.

*Strażnicy magii - zabawa dzieci pochodzących z czarodziejskich rodzin
_______________________________________________________
Hm, to wcale nie jest krótkie, serio. Byłoby wcześniej, gdybym była bardziej zorganizowana i nie zaczęła kolejnego serialu, od którego totalnie się uzależniłam -  1920. Wojna i miłość, ale tłumaczę to sobie powtórkami z historii. Kończę, bo piszę tych kilka słów już pół godziny i nadal brzmi dziwnie.

7 komentarzy:

  1. Dobry rozdział. Chociaż Victoire wydaje mi się trochę zbyt słodka i niewinna. Nie lubię takich postaci, ale nic na to nie poradzę. Uwielbiam za to Noelle. Cóż jest trochę krótko, ale też nic szczególnego się tu nie dzieje. Jakby był to taki przerywnik. Czekam na więcej.
    Pozdrawiam, Artemis
    kochanka-ksiezyca.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Całkiem zgrabny rozdział. Może nie działo się zbyt wiele, ale cieszę się, że dałaś i perspektywę Teda, i Victoire. Dzięki temu możemy coraz lepiej poznać ich obydwoje.
    Mam wrażenie, że Ted sam się gubi w swoich uczuciach. Niby lubi Amber, ale zależy mu na Victoire, choć sam nie wie, w jakim sensie - czy po prostu jako na przyjaciółce, czy już na kimś więcej. Jakby na to nie patrzeć, od dzieciństwa się znają, to ciężko mu stwierdzić, czy jest w niej zakochany, czy to po prostu mocne, koleżeńskie uczucia. I dlatego uwikłał się w inny związek, ale jest rozdarty i sam nie wie, czego chce. Dziewczyna też chyba zaczyna zauważać, że on czasem bywa myślami gdzieś daleko i pewnie nawet jest zazdrosna.
    A Victoire też bardzo dużo o nim myśli. Nawet niezbyt się skupia na lekcji, bo woli się gapić w okno. Ale w sumie zauważyła tam Teda, to się nie dziwię, w końcu jej na nim zależy, a on woli inną.
    No, jestem ciekawa, jak to się w końcu stanie, że oni będą razem. Bo chyba do tego dążysz, zgadza się? xD.

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział niezbyt długi, ale moim zdaniem ciekawy, zastanawiam się jak to wszystko się dalej potoczy.. Co do bohaterów, to odniosłam wrażenie, że Victoire to trochę taka ciapa, nie potrafi wziąć sprawy we własne ręce.. zbyt niewinna i zbyt dobra, ale to nie umniejsza opowiadaniu; a tak z innej beczki, to chciałam się zapytać o miniaturkę Darów Anioła, jestem fanką - więc czekam :))
    Pozdrawiam, Lola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miniaturka gotowa. Opublikuję ją w czwartek/piątek;)

      Usuń
  4. Cierpliwość zawsze popłaca to tak na początek.
    Cóż widzę, że związek Teda i Amber kwitnie w najlepsze. Są zakochani, szczęśliwi i wydaje im się, że tak będzie już zawsze.
    Mam jednak wrażenie, że Ted wybrał właśnie Amber bo w jakiś sposób jest podobna do Victorie. Z przyjaciółką spędził całe dzieciństwo, ale gdy przyszedł czas na dziewczynę, gdzieś podświadomie w innych dziewczynach szukał właśnie jej, nie zdając sobie sprawy z tego co tak naprawdę do niej czuję.
    Jeśli chodzi o Victorie wcale jej nie potępiam. Kocha Teda i tyle, choć wciąż nie jest tego świadoma. Po prostu zaczęło się od zazdrości, gdy pojawił się ktoś trzeci. To zrozumiałe, że coś zrobić, aby się rozstali. Równie dobrze mogłaby czekać całe życie, aż miłość Teda do Amber umarłaby śmiercią naturalną, Poza tym do lepsze niż miałaby wyniknąć jakaś zdrada, gdzie wszyscy w jakiś sposób mieliby być oszukiwani.
    I ja bym nie knuła żadnej intrygi czy spisku. Po prostu dalej bym próbowała spędzać z przyjacielem jak najwięcej czasu i wtedy go jakoś subtelnie uwodzić, flirtować z nim, ale z początku tak żeby nie zdawał sobie z tego sprawy.
    Pozdrawiam i czekam na następny ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. No i ślicznie ;) Rozdział bardzo fajny, chociaż szkoda że tak mało się w nim dzieje. A i zauważyłam parę literówek, ale to nic w porównaniu do całokształtu notki. jak zawsze życzę weny i powodzenia do pracy nad następnym rozdziałem XD
    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda mi Amber, bo wydaje się nawet całkiem sympatyczna i zależy jej na Tedzie, ale jednak jej wątpliwości mówią same za siebie. Powinna bardziej uwierzyć. Uwierzyć, że jest wyjątkowa i niezastąpiona. Jedyna. Nie może przestać wierzyć, że Victoire jej do pięt nie dorasta. Im większa pewność siebie, tym większa szansa na wygraną. Ale jeśli ona z góry zakłada, że Vic coś knuje (i ma rację), jeśli nie wierzy w uczucie swojego chłopaka, to... spełnią się jej najgorsze obawy. Swoją drogą, uważam, że Victoire chcąc zdobyć Teda, uciekając się do podstępów, niczego nie osiągnie. Raczej wszystko pogorszy i nawet jej słodycz w niczym nie pomoże. A Noelle... Lubię ją. Jest prawdziwą przyjaciółką, na dobre i na złe. Ale aż strach pomyśleć, co może wymyślić.
    Przepraszam, że tak późno komentuję, ale mam taki zawrót głowy, że w blogosferze goszczę naprawdę rzadko. Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział. :)

    Całuję,
    Madem.

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonała Nikumu
dla Zaczarowanych Szablonów.