1 czerwca 2014

Epilog: Życie lepsze od marzeń

              Remus!
Głośny pisk małej dziewczynki zagłuszył rozmowy dorosłych w innej części ogrodu, a nawet śpiew ptaków. Jej rodzice popatrzyli na siebie znacząco, po czym odwrócili się w kierunku krzyczącej pociechy. Dziewczynka śpiesznie zmarszczyła mały nosek, a jej górna warga zadrżała. Popatrzyła na rodziców z łzami w błękitnych oczach, wskazując na stojącego nieopodal brata.


- On trzyma żabę! - pisnęła Doris cienkim głosem, zeskakując z huśtawki. Zaszeleściły falbanki jej białej sukienki, gdy zeskoczyła z huśtawki i podbiegła do matki, chowając się za jej plecami.
- Nie trzeba od razu krzyczeć. - Remus popatrzył na siostrę karcąco i uśmiechnął się promiennie do rodziców. - To tylko mała żaba - dodał, głaszcząc kumkające stworzenie w jego dłoniach. Nie rozumiał, dlaczego Nimfadora musiała od razu zacząć tak głośno krzyczeć. Żaba była całkowicie nieszkodliwa, a jego siostra zachowywała się, jakby trzymał co najmniej smoka.
Victoire skrzywiła się, patrząc na syna i posłała mężowi karcące spojrzenie. Ted zamrugał niepewnie, próbując powstrzymać uśmiech, który na pewno rozzłościłby jego żonę. Victoire nie lubiła pobłażliwego traktowania, a on nie chciał jej denerwować.
- Remy, lepiej do odłóż - zaapelował do syna, który popatrzył na niego nieufnie. - Po co denerwować twoją mamę i siostrę? Wiesz przecież, że musimy o nie dbać, a nie je straszyć - dodał Ted, puszczając oczko do małego łobuziaka, a oblicze chłopca rozpromieniło się niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
- Nie rozumiem kobiet - mruknął Remus, z rezygnacją kręcąc głową. Przez chwilę wahał się, czy postępuje słusznie, po czym przykląkł i wypuścił żabę, z żalem obserwując, jak znika w zaroślach. - Żeby tak bać się małej żaby.. Eh - westchnął.
Ted uśmiechnął się do niego, czochrając mu włosy. 
- Kiedyś zrozumiesz, Remy, na pewno - obiecał, ale chłopiec nadal nie wyglądał na przekonanego. 
- Idźcie do kuchni. Wydaje mi się, że jakaś wróżka na stole zostawiła lody - powiedziała Victoire, głaszcząc jasne włosy Nimfadory. Doris poderwała się, patrząc na matkę z zachwytem.
- Remy, nigdy mnie nie dogonisz! - pisnęła, mknąc w kierunku domu. Lody były wystarczającą motywacją, aby być pierwszą w kuchni.
- Chodźmy za nimi, zanim zjedzą całe pudełko - zarządziła Victoire, ale Ted błysnął zębami w uśmiechu i chwycił żonę za rękę, pociągając ją w stronę wiszącej na drzewie huśtawki, na której wcześniej siedziała Doris.
- Dadzą sobie radę przez chwilę - odpowiedział, gdy Victoire z westchnieniem usiadła na huśtawce. 
- Dobra decyzja - zawyrokował Ted, popychając huśtawkę, gdy Victoire oderwała nogi od ziemi.
- Ted, pamiętasz, że dzisiaj przychodzą Ben i Noelle? - spytała nieoczekiwanie, przymykając powieki. Ted popatrzył na nią z miłością i odgarnął jasne włosy z policzka.
- Jak mógłbym zapomnieć, skoro od tygodnia mi o tym przypominasz? - zapytał, ale jego słowa nie brzmiały jak wyrzut. Słychać w nich było żartobliwą nutę.
- Cieszę się, że wreszcie się z nimi zobaczymy.
Tęskniła za Noelle, odkąd przyjaciółka rozpoczęła karierę jako dziennikarka i zaczęła podróżować po świecie. Ich kontakty rozluźniły się, ograniczając się do krótkich spotkań na kawę i mnóstwa listów, które zawierały nowinki. Dzisiejsze spotkanie miało być pierwszym od dłuższego czasu, wyjątkowym. Specjalnym, bo razem z Noelle miał przyjechać Ben, z którym niedawno się zeszła.
Czytając list od przyjaciółki, początkowo nie mogła w to uwierzyć. Później jednak wydało jej się to szalenie romantyczne. Noelle i Ben od zakończenia szkoły, a właściwie wesela jej i Teda unikali się wzajemnie, wymigując się natłokiem obowiązków. Teraz zrozumiała dlaczego.
- Powinniśmy wyprawić im przyjęcie - zasugerowała Victoire, zaciskając dłonie na huśtawce, a Ted uśmiechnął się swobodnie świadomy tego, że żona nie dostrzeże jego twarzy.
- Przyjęcie zaręczynowe? - upewnił się, a ona kiwnęła głową.
Uwielbiał Victoire i kochał entuzjazm, z jakim podchodziła do życia, dlatego nie powiedział, co myśli o ewentualnym przyjęciu zaręczynowym dla ich przyjaciół. Wątpił, czy Noelle i Ben wytrzymają ze sobą wystarczająco długo, aby stworzyć prawdziwy związek. Życzył im jak najlepiej, ale ta dwójka raczej nie nadawała się na bohaterów epickiego romansu, który chciała widzieć Victoire.
- Wiesz przecież, że to dzięki nim jesteśmy tutaj - dodała, najwyraźniej, wiedząc, w jakim kierunku idą jego myśli.
Nie mógł zaprzeczyć jej słowom, w których tkwiło dużo prawdy. Intryga Bena i Noelle sprawiła, że przejrzał na oczy i zawalczył o prawdziwą miłość. Trudno było się z tym nie zgodzić, ale Ted w skrytości ducha myślał, że nawet bez ich udziału musieliby być razem. Nie mówił jednak tego głośno, nie chcąc burzyć romantycznej wizji Victoire.
- Dobrze, kochanie - zgodził się z żoną, nachylając się i całując ją w policzek. Victoire wyciągnęła dłoń, chcąc pogłaskać go po włosach, a promienie porannego słońca zatańczyły w złotej obrączce na jej palcu.
Przypomniało mu to o ich zaręczynach, ślubie i wszystkich, co doprowadziło ich do tego dnia. Bał się reakcji Weasleyów na wieść o swoim związku z Victoire zupełnie niepotrzebnie. Jej matka płakała ze szczęścia, a ojciec wprost powiedział, że nie mógłby sobie wymarzyć lepszego zięcia. Jego babcia zachowała więcej opanowania, ale wiedział, że kocha Victoire równie mocno co on.
Czasem nie mógł uwierzyć, że sprawy ułożyły się tak pomyślnie. Gdy Victoire została jego dziewczyną, a kilka miesięcy później narzeczoną czuł się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Kolejne lata pokazywały jednak, że może być coraz lepiej. Dostał się na kurs aurorski i ukończył go z wyróżnieniem, Victoire została jego żoną, a potem? Potem został ojcem.
Narodziny Remusa, a później Nimfadory zmieniły jego postrzeganie świata. Dojrzał, zrozumiał, co znaczy prawdziwa odpowiedzialność. To pozwoliło mu też myśleć bez żalu o swoich rodzicach. Wcześniej nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo unikał tego tematu. Teraz mógł bez lęku patrzeć w przeszłość. Pomysłem Victoire było nadanie ich dzieciom imion po jego rodzicach. Początkowo nie chciał się na to zgodzić, ale żona umiejętnie potrafiła przekonać go do swoich racji. 
- Ted, idziemy? - zasugerowała Victorie, ale ton jej głosu przeczył mowie ciała. Nie mogła się zmusić, aby wstać z huśtawki, więc oderwała nogi od ziemi, opierając się o plecy stojącego za nią Teda.
Uwielbiała dni takie jak ten. Słońce przebijało się przez konary drzew, dzieci wesoło pokrzykiwały gdzieś w oddali, a Ted? Ted był na wyciągnięcie jej ręki. 
Od zawsze znajdował się nieopodal niej, ale nadal nie mogła przyzwyczaić się do jego obecności. Gdy został jej chłopakiem, a potem to uczucie się nasiliło. Nie mogła uwierzyć, że wszystko potoczyło się w tak nieprawdopodobnym kierunku. Byli razem, silniejsi niż kiedykolwiek, bliżej niż mogłaby o tym pomarzyć. W przeszłości nawet nie wyobrażała sobie takiego życia. 
Życia lepszego od marzeń.
________________________________________
Krótko, ale chyba nie ma, o czym dłużej pisać, prawda?
Uwielbiam Was wszystkich, wiecie? 
Buziaczki i do szybkiego napisania!

19 komentarzy:

  1. O, już epilog?
    Tak właśnie się zastanawiałam, o czym go napiszesz ^^. Myślałam, że o ślubie albo czymś, ale przynajmniej miałam element zaskoczenia, no i to takie fajne nawiązanie do prologu - tam była mała Victoire i Ted jako dzieci, tu pojawiają się ich własne dzieci. Wgl czy któreś z nich jest metamorfomagiem? Powiedz, że tak *,*.
    Ogólnie jednak, choć jak wiesz, mam słabość do mroku, lejącej się krwi i zaklęć, cieszę się, że historia bohaterów znalazła pozytywny finał, i że udało im się osiągnąć to, że teraz są razem i założyli własną rodzinę.
    A nazwanie dzieci imionami rodziców Teda było słodkie ^^. Naprawdę fajny pomysł.
    Cieszę się jednak, może trochę wrednie, że w przypadku Bena i Noelle nie jest tak do końca różowo i ich związek jest nieco bardziej zagmatwany. Troszkę by było za dużo, jakby wszystkie pary miały happy end, a tak to przynajmniej jest jakaś równowaga. Niemniej jednak, fajnie, że do nich też nawiązałaś, skoro, jakby nie patrzeć, byli znajomymi głównych bohaterów.
    Wgl słodka scena z żabką *,*. Remy ma chyba coś wspólnego ze mną - też lubię żaby. Są naprawdę urocze i nie rozumiem, jak można się ich bać. Kiedyś udało mi się złapać rzekotkę drzewną (taka maleńka, zielona żabka), była super, taka jaskrawozielona...
    Epilog był krótki, ale myślę, że wystarczy na podsumowanie historii, zwłaszcza, że ona też najdłuższa nie była ;).
    Podsumowując, gratuluję, że udało ci się dobrnąć do końca. Jakieś uwagi chyba pisałam w poprzednim komentarzu, więc tu wspomnę tylko, że czasem brakowało mi jakiegoś tła, jakichś wątków pobocznych poza romansem, ale rozumiem, to krótkie opowiadanie, pewnie chciałaś skupić się na samym romansie. Ale brakowało mi właśnie tła, świata magii, nawet trochę więcej relacji rodzinnych, bo tu w zasadzie większość scen z Victoire ograniczała się do wzdychania do Teda.
    Niemniej jednak - ogólne wrażenie całkiem przyjemne, choć na ogół czytuję nieco inny gatunek tekstów. I już to chyba kiedyś pisałam, ale uważam, że od poprzedniego opowiadania zrobiłaś duży postęp w stylu pisania.
    No, ciekawa jestem, co będziesz pisać później, skoro to opowiadanie już skończone ;). Życzę dużo weny ^^.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, początkowo miało być o ślubie, ale napisałam trzy zdania przez tydzień, więc uznałam, że to chyba jednak nie to :D Co do dzieci to mały Remus oczywiście odziedziczył metamorfomagię po tatusiu (jakżeby inaczej? xDD
      Ben i Noelle nie mogli mieć happy endu, bo chyba i tak nieco przesadziłam ze słodyczą, nie? No i to zawsze temat na jakąś miniaturkę czy coś w tym stylu :D
      Naprawdę lubisz żaby? Ja jakoś nigdy nie mogłam się do nich przekonać i teraz śmieję się sama z siebie, gdy w ogrodzie uciekam - ja, 19-latka :D
      Cóż, w historii V&T faktycznie chciałam się skupić na ich miłości, a nie rodzinie czy czymkolwiek innym, zwłaszcza że mam nadmiernie skłonności do rozpisywania się na temat wątków pobocznych, więc tutaj starałam się ograniczyć.
      Dzięki ;) Mam nadzieję, że robię postępy, bo jak czytam niektóre początkowe rozdziały BwH to nic tylko wzdycham.
      Dalej będzie... Nie mam pojęcia - chyba autorskie opko o NY, jeśli uda mi się skończyć research i napisać z 3 rozdziały, ewentualnie ff (tylko nie mam pojęcia, za który się wziąć :D

      Usuń
    2. Szkoda, że nie Nimfadora, bo jednak fajniej dziewczynka z metamorfomagią (lepiej by to spożytkowała xD) no i byłoby jakieś podobieństwo do jej imienniczki ^^.
      No, i tak było duużo słodyczy ^^. Więc dobrze, że chociaż ich związek nie jest taki kolorowy i słodki. No, miniaturka to fajny pomysł ;).
      No, lubię, są cudne ^^. Nawet do ręki je biorę. Nigdy nie bałam się żab. Boję się jedynie pająków, fuuuj. Ale żabek to nie. Kiedyś widziałam jedną, co skakała wzdłuż ulicy, to ją wzięłam i przeniosłam w krzaki, by jej coś nie rozjechało.
      Po prostu ogólnie uważam, że sama miłość to troszkę blady wątek główny (może dlatego, że nie jestem zbyt romantyczna, a raczej żądna akcji i rozbudowanego świata przedstawionego), i może dlatego czułam niedosyt ^^.
      Noo, w porównaniu z BwH teraz jest dużo, dużo lepiej. I pod względem stylu, i ogólnie postaci.
      NY <3333. Ciekawa jestem, co wymyśliłaś o NY. W sumie research jest największym mankamentem, nie lubię go robić -,-.

      Usuń
    3. Co do NY to na razie szukam mieszkania (jeju, dziwnie to zabrzmiało :D gdzie będzie mieszkać bohaterka i w ogóle. Research jes okropnie czasochłonny :D

      Usuń
    4. Hehe xDD. Ja w przypadku Evelyn wymyśliłam tylko ulicę, na której mieszka ;). Wiedziałam, że musi być blisko Central Parku, więc wybrałam dla niej Central Parl West.
      Noo, research jest okropny. Dlatego tak bardzo go unikam ;(. Dobrze, że piszę fanfick...
      Wgl u mnie nowy rozdział ^^.

      Usuń
  2. Ta historia musiała mieć takie zakończenie! Uwielbiam ją!
    Jest taka pozytywna i taka lekka.
    Licze na kolejną, a za to dziękuję
    Lady Spark
    [wczorajszy-sen]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za obecność. A następna historia... Będzie, jak tylko wybiorę, którą pisać :)

      Usuń
    2. Twoje opowiadania są świetne. Bardzo chciałabym, żebyś napisała sequel Brzyduli w Hogwarcie.

      Usuń
    3. Twoje opowiadania są świetne. Bardzo chciałabym, żebyś jednak napisała sequel Brzyduli w Hogwarcie.

      Usuń
  3. Agr! Będzie krótki, bo z telefonu, ale jednak będzie ;) Powiem tak, rozdział przesłodki, naprawdę chociaż spodziewałam sie nieco innego epilogu. Ale ten tez mi sie bardzo podoba. Zwłaszcza imiona dzieci Teda k Victorii. Nie wiedziałam czy mam sie rozkleić, czy się delikatni mówiąc jarać, chociaż w sumie robiłam i to o to. Tak, szkoda że to koniec tej historii, chociaż przyznam się szczerze, że z niecierpliwoscia czekam na kolejną, gdzie będzie mój ulubiony wątek miłosny z czasów mlodego pokolenia ;) No nic, podsumowując rozdział był naprawdę fajny no i czekam na następną notkę :)

    Pani Narośl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz. Cieszę się, że Ci się spodobało. A innych imion dla dzieci T. i V. po prostu sobie nie wyobrażam :)

      Usuń
  4. Ach, rozpływam się nad tą rodzinną idyllą. Imiona dla dzieci świetne, również ta cała atmosfera i ich życie. Trochę zabrakło mi tylko Amber, która próbowałaby coś zniszczyć, jednak tak też jest dobrze ;);)

    Z niecierpliwością czekam na nową historię i jestem bardzo ciekawa co to będzie! ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam chyba od 7 części, ale z komy, laptop w naprawie. Uznałam, że skomciam to, gdy odzyskam laptopa, ale skoro już koniec... .
    Jest mi słodko, jakbym zjadła lukier. A lukru nienawidzę. Jednak tym razem jakoś mi on smakuje. Wyszła Ci ta historia, i to genialnie ;) No może trochę zanadto czasem słodziłaś, ale tak to czytałam V&T z przyjemnością.
    Czekam na Tw kolejne opko, mam nadzieje na Roxy i znicze ♥
    ~~Lou Leen

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo szybko skończyłaś to opowiadanie. Szybko, ale z klasą. Uwielbiam twój styl pisania. Jest lekki i przyjemny. W łatwy sposób można wczuć się w rolę głównej bohaterki (czy to naszej Brzyduli czy Victoire). Ich problemy stają się twoimi problemami. Czekam na więcej. Sama zaczęłam prowadzić blog. Jak będziesz miała czas, to wpadnij (jesteś w zakładce ,,Co czytam" :))
    http://nowa-w-hogwarcie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetnie piszesz, uwielbiam twój styl :) Przeczytałam opowiadanie od początku i naprawdę mi się spodobało ;)
    Masz talent, jeszcze kiedyś wypłyniesz na szerokie wody.

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie, dopiero zaczynam :)
    http://meet-the-time.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. O, nowy szablon ;). To znaczy, że wracasz?
    Ps. zapraszam na IŚ, bo dawno się nie odzywałaś ^^.

    OdpowiedzUsuń
  9. Autorko, przestań pisać do szuflady! Zapraszamy do sprawdzenia naszego portalu www.wydacksiazke.pl. Przetestuj system, w którym możesz samodzielnie zaprojektować i opublikować własną książkę.Po więcej informacji na temat self-publishingu zapraszamy na www.blog.wydacksiazke.pl Pozdrawiamy, WydacKsiazke.pl

    OdpowiedzUsuń
  10. -Kelner
    -Tak?
    -Zamawiam kolejny blog lub miniaturke o tej parze
    (Prosze, prosze, prosze )
    Prosze odpowiedz mi co o tym pomyśle sądzisz.
    Bardzo mnie wciągnęła ta historia.
    Pozdrawiam i weny życze
    ~ Kleksara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za komentarz ;) Cóż, opowiadania raczej o V&T kolejnego nie napiszę, bo tu zawarłam swoją wersję ich historii. Ale miniaturek nie wykluczam ;)

      Usuń

Szablon wykonała Nikumu
dla Zaczarowanych Szablonów.