29 marca 2015

2. Nowe problemy, stare fascynacje


Głośna muzyka dźwięczała w jej uszach, zagłuszając wszystko inne.
Machinalnie włożyła rękę do kieszeni, chcąc wyjąć różdżkę i przyciszyć dudniące dźwięki, ale w ostatniej chwili się powstrzymała. Albo raczej ktoś ją powstrzymał. Jakiś ledwo trzymający się na nogach chłopak, który przepychał się przez tłum, najwyraźniej szukając wyjścia, a ona stała mu na drodze.
Pech życia, przemknęło przez myśl Sereny, gdy gwałtownie cofnęła się do tyłu, chcąc zrobić nieszczęśnikowi miejsce, a jednocześnie wpadając na grupkę ubranych na żółto dziewczyn.
Jedna z nich pisnęła na widok młodej pani Potter, przyciskając do jej ciała swe kościste obojczyki w namiastce serdecznego uścisku. Jasne włosy Candy Patil pokrywały błyszczące krople brokatu lśniące wszystkimi kolorami tęczy. Podobnie wyglądały stojące obok niej dwie blondynki, które energicznie wymachiwały rękami, dopasowując swoje ruchy do rytmu muzyki.
- Co tam u ciebie?! - Cieniutki głosik Candy próbował przekrzyczeć muzykę na próżno. Serena zrozumiała pytanie, chciała odpowiedzieć, ale szybko zdała sobie sprawę, że próba rozmowy jest z góry skazana na porażkę. Ledwo słyszała swoje myśli, a w skroni zaczynała czuć tępe pulsowanie.
- Wszystko dobrze! - krzyknęła, krzywiąc się, gdy każdy wypowiedziany dźwięk ginął w morzu muzyki.
- To Wisi i Lori! - Candy kilkakrotnie pacnęła ręką stojące obok niej dziewczyny, które pisnęły coś niezrozumiałego, a Serena poczuła, że nie wytrzyma ani chwili dłużej w epicentrum zdarzeń, muzyki, hałasu i ludzi, którzy otaczali ją ze wszystkich stron.
Odkrzyknęła zdawkowe przeprosiny i zaczęła się przeciskać w kierunku korytarza. Wymijanie ludzi nie szło jej najlepiej, o czym szybko zaświadczyła druga plama na jej jasnej bluzce. Wyraźny dowód, że tańczenie i trzymanie drinków jednocześnie musi się dla kogoś skończyć źle. Tym razem padło na nią. Wyminęła rosłego chłopaka o świdrującym spojrzeniu, unikając wpadnięcia w jego otwarte ramiona i wciągając brzuch przecisnęła się między grupką rozchichotanych dziewczyn w błyszczących sukienkach, by znaleźć się na korytarzu i spróbować spokojnie odetchnąć.
Powinnam poszukać Jamesa, przemknęło jej przez głowę, gdy jej wzrok padł na skupione w korytarzu pary, które tuliły się do siebie, nie zaważając na hałas i wszechobecnych gapiów. Z jednej strony zazdrościła im swobody w okazywaniu uczuć, z drugiej nie potrafiła się oprzeć wrażeniu, że takie publiczne manifestacje uczuć wcale nie świadczą o ich sile.
Przesunęła się na lewo, przepuszczając w drzwiach kolejną grupkę imprezowiczów, która właśnie wchodziła do środka i wtedy dostrzegła Jamesa. Stał przed domem, uroczo czochrając sobie włosy i uśmiechając się szeroko. Jej serce wywinęło mimowolnego koziołka na ten widok, Ekscytacja zniknęła jednak równie szybko jak się pojawiła, gdy dostrzegła adresatkę jego uśmiechu. Angelique stała obok i w wyraźnie poufałym geście kładła wypielęgnowaną dłoń na ramieniu Pottera. Z napięciem obserwowała tę scenę, gdy niespodziewanie ktoś zamknął drzwi, mamrocząc coś o chłodzie.
Chrzanić chłód, jak chcę wiedzieć co się dzieje, myślała gorączkowo. Jej wzrok przewiercał nerwowo drzwi wejściowe, jakby chciała je otworzyć samą siłą umysłu, sprawić, aby przerwana scena znowu pojawiła się przed jej oczami i mogła czynić kolejne obserwacje.
- To śmieszne - powiedziała niespodziewanie sama do siebie, czerwieniąc się, gdy uzmysłowiła sobie, że gada sama do siebie w domu pełnym ludzi.
James na pewno jej nie zdradzał, ba, nigdy nawet by mu to nie przyszło do głowy. Kochał ją i codziennie dawał jej tego dowody, nie tylko w postaci słów. Zapewniał, pokazywał i obiecywał, a ona wciąż nie potrafiła mu w pełni zaufać.
Pewnie dlatego, że ich związek też rozpoczął się od zdrady. Cichy głosik w jej głowie nie pozwalał o sobie zapomnieć. Nie, to co innego, powiedziała sobie stanowczo w głowie. Ona nie jest na miejscu Angelique, a Angelique nie jest nią, więc nie było się czym przejmować. James na pewno tylko z nią rozmawiał i próbował być miły, a ona od razu dorabia do tego jakieś niestworzone teorie.
- Milo cię widzieć. - Czyjś głos rozległ się tuż obok jej ucha; ktoś wyraźnie starał się, aby go usłyszała pomimo głośnej muzyki.
- Duncan - wyjąkała zaskoczona, gdy odwróciła się i popatrzyła w znajome jasne oczy. Krępująca cisza zapadła szybciej niż się spodziewała. Zamrugała nerwowo, przygryzając nerwowo dolną wargę.
- Miło cię widzieć.
Chłopak zaśmiał się cicho, jakby nie chciał zarzucać jej kłamstwa, gdy za ich plecami zaczęły się rozlegać głośne piski, pierwsze zwiastuny rozkręcającej się zabawy. Serena z trudem zdusiła jęk i wskazała Duncanowi, aby poszedł za nią i szybkim krokiem weszła po schodach, ignorując pytania ludzi o łazienkę i życie swojego słynnego teścia. Na piętrze błyskawicznie było ciszej i spokojniej, dlatego odetchnęła głęboko i szybkim krokiem dotarła do pokoju Jamesa.
Otworzyła drzwi i wyjęła różdżkę, czyniąc jasność.
- Myślałem, że tam ogłuchnę - zażartował Duncan, zamykając drzwi, a na jego poważnej zwykle twarzy pojawił się łobuzerski uśmiech.
- Nieco za głośno - zgodziła się z nim Serena, wyginając palce. W brzuchu zaczęła czuć nerwowe łaskotanie. Wracanie do przeszłości widać wcale nie miało być łatwe. Robiło się coraz trudniejsza z każdą niezręczną minutą.
Duncan był dla niej ważny, dużo ważniejszy niż wtedy zdawała sobie z tego sprawę. Pomógł jej w jakimś stopniu wyzwolić się ze stagnacji po tamtej przygodzie z Jamesem, po chwili gdy wszystko było kłamstwem i dzięki niemu odbudowała swoje poczucie własnej wartości. A jednak to Jamesa wolała, nie jego. To zakończyło ich przyjaźń nim tak naprawdę miała na dobre szanse się zacząć.
Do dzisiaj miała wyrzuty sumienia z tego powodu. Powinna się zachować inaczej... Powinna spróbować to jakoś naprawić, nawet jeśli ich znajomości pisana była porażka. Miała jednak wrażenie, że niejako nieświadomie wykorzystała Duncana, stając na nogi dzięki jego pomocy, a potem znowu zakochując się w Jamesie.
- To pokój Jamesa? - zapytał, rozglądając się wokół, a ona przytaknęła, zerkając na niego ukradkiem.
- Duncan, przepraszam - zaczęła, gdy oglądał trofea Jamesa z dziecięcej ligi quidditcha. - Wiem, że nie tak powinny wyglądać nasze relacje i to zdecydowanie nie powinno się tak skończyć... Wiem, że powinnam była cię wcześniej przeprosić...
- Serena, daj spokój - przerwał jej nieporadne tłumaczenia, unosząc rękę, jakby chciał się odgrodzić od potoku jej nieporadnych tłumaczeń. - Wiedziałem wtedy, że nadal coś czujesz do Jamesa i mogę liczyć tylko na przyjaźń z twojej strony, a mimo to naciskałem. Gdy się ode mnie odsunęłaś, zrozumiałem swój błąd. Wiem, że jedyne co mogłaś mi zaoferować to przyjaźń. Nie było w tym żadnej twojej winy - dodał, a widząc brak przekonania na twarzy Sereny, dodał: - Przyjaźń?
Zmrużyła oczy, zerkając na jego i niespodziewanie rozpromieniła się, ściskając jego dłoń.
- Cieszę się, że wszystko sobie wyjaśniliśmy. Myślałam, że masz do mnie... - zamilkła, widząc jego karcące spojrzenie. - Dobrze, koniec powrotów do przeszłości. Opowiadaj, co planujesz robić.
- Uzdrowicielstwo. Nie planowałem tego, ale im bliżej początku szkolenia czuję, że to był dobry wybór. Chcę pomagać ludziom i to chyba najlepsza droga w tym kierunku, jaką mógłbym wybrać - dodał, wzruszając ramionami i wyraźnie nie chcąc dłużej mówić o sobie. - A ty? Na pewno coś bardzo ambitnego i czasochłonnego.
Serena zaczerwieniła się, słysząc ten zawoalowany komplement.
- Aurorstwo. Mam nadzieję, że podołam na szkoleniu i...
- Co się tu, do jasnej cholery dzieje?
W progu stał James, a jego zaciśnięte wargi i groźny ton zwiastowały kłopoty.
Nieunikniony zwiastun katastrofy.
***
Impreza trwała dopiero godzinę, a James czuł, jak z każdą kolejną chwilą poprawia mu się humor.
Głośna muzyka dawała mu energię do działania, a tłum ludzi ochoczo poklepujących go po plecach zapewniał nadwyżkę dobrego samopoczucia. Powinienem częściej organizować takie imprezy, przemknęło mu przez głowę, gdy jakaś dziewczyna głośno krzyczała, jak bardzo jej się tutaj podoba.
Uśmiechnął się szeroko, gdy przechodzący obok Ryan klepnął go lekko po plecach.
- A jednak nadal to potrafisz - wykrzyczał mu Fairchild do ucha, chcąc przekrzyczeć muzykę.
- Niby co takiego? - James uniósł lekko jedną brew, wyraźnie nie spodziewając się wiele po odpowiedzi przyjaciela.
- Żyć, imprezować i mówić, jak mój stary kumpel, a nie jak zakochany idiota - odkrzyknął Ryan, rozglądając się wokół. - Idę poszukać Marissy, później pogadamy.
James kiwnął głową i ruszył dalej wypełnionym ludźmi salonem, co chwila witając starych znajomych. Rozglądał się wokół, szukając Sereny, ale nigdzie nie mógł jej dostrzec. Spodziewał się tego, a mimo to jej nieobecność wraz ze słowami Ryana zabolała go mocniej niż sądził.
Serena ani razu nie powiedziała wprost, że jest przeciw pomysłowi imprezy na zakończenie wakacji (jak nazwał ją Albus), ale jej niezadowolona mina mówiła więcej niż zamknięte usta. Mogłaby chociaż udawać, że ją to bawi, przemknęło mu przez głowę, gdy wyszedł na zewnątrz.
Tam prędzej niż rześkie, nocne powietrze dotarł do niego zapach znajomych perfum.
- Angelique. - Poparzył na nią z uznaniem.
Wyglądała jak zawsze świetnie. Długie, lekko falujące włosy spływały po jej plecach, ciemne oczy błyszczały, a pociągnięte czerwoną szminką usta wprost prosiły o pocałunek. Całość dopełniała dumnie wyprostowana sylwetka i obcisła sukienka, która podkreślała jej sylwetkę.
- Miło cię widzieć - powiedział, uśmiechając się do niej szeroko.
W odpowiedzi jednak uniosła tylko brew i odrzuciła na plecy włosy, dodając kpiąco:
- Naprawdę? Trudno mi w to uwierzyć.
- Nie przesadzajmy...
- Nikt nie cieszy się na widok byłej dziewczyny. Chyba że z obecną niezbyt dobrze mu się układa - dodała ironicznym tonem, a James tylko pokręcił głową.
Zapomniał, jak irytująca potrafi być Angelique. Stanowiła wyszukane połączenie fantazji i koszmarów. Jego fantazją była przez prawie cały czas związku, gdy godziła się na jego reguły gry, nigdy nie protestowała i wyraźnie brała jedynie tyle, ile był jej gotów dać. Przy tym zachwycała urodą i nie narzekała, gdy się spóźniał. To dopiero wielka zaleta, zgodził się sam ze sobą w duchu, śmiejąc się z wyznawanych przez siebie kiedyś wartości. Koszmarem okazała się, gdy nie potrafiła zaakceptować końca ich związku.
- Dla twojej wiadomości z Sereną układa nam się świetnie.
Taka była przecież prawda. Do niedawna żyli w mydlanej bańce, odgrodzeni od problemów, a to że rzeczywistość zaczęła się im dobijać do drzwi, wcale nie musiało oznaczać końca raju, nieprawdaż?
Albo przynajmniej on tak to widział.
- Szkoda, że nie dotarła do mnie sowa z zaproszeniem na was ślub, bo chętnie bym wam złożyła gratulacje. - Patrząc na jej twarz i słuchając głosu bez odrobiny ironii można by pewnie uwierzyć, że mówi szczerze, gdyby nie zaciśnięte w pięści dłonie na barierce i chłód w pięknych oczach.
- Angie, może pora zacząć patrzeć w przyszłość? - zaproponował, kładąc jej dłoń na ramieniu.
Nagle koło nich zaczęli się przepychać ludzie dopiero po chwili chaosu znowu znaleźli się obok siebie. Angelique konfidencjonalnym gestem położyła Jamesowi dłoń na ramieniu i nachyliła się w jego kierunku:
- Bardzo chętnie, James. Nie liczyłabym jednak na to, że zostaniemy przyjaciółkami z Brzydu... z nią - dokończyła z zaciśniętymi w pozornie szczerym uśmiechu wargami. Imię Sereny nie przeszło jej przez wargi, a James uświadomił sobie, jak wielkim idiotą był.
Nie wiedział, dlaczego nie przyszło mu do głowy wcześniej przeproszenie Angelique. Chociaż bywała zołzą dla Sereny i dla niego samego, zawinił głównie on. Ona jedynie chciała, aby cierpiał, aby zapłacił za przysporzony ból. Powinien o tym wcześniej pomyśleć, a nie obwiniać ją o niedojrzałość. 
- Udanej zabawy - pożyczył Angelique, postanawiając nie kończyć tej rozmowy i udał się z powrotem do domu, gdzie od kroku przywitała go kłótnia Louisa z jakąś jasnowłosą filigranową modelką. Kuzyn wyraźnie patrzył w każdy kąt korytarza oprócz miejsca, gdzie stała dziewczyna i głośno wyliczała jego wady:
- Głupi idiota, który nawet nie potrafi powiedzieć, że między nami wszystko skończone... Nie jesteś jedynym facetem na świecie, chociaż tak się zachowujesz... Nie rozumiem, dlaczego marnowałam na ciebie czas...
James, nie tracąc czasu, poklepał lekko Louisa po ramieniu, po czym zapytał cicho:
- Po co ją tu przyprowadzałeś? Kolejnej histeryczki nam nie potrzeba...
- Skąd miałem wiedzieć, że to histeryczka? Nie wyglądała na wariatkę - warknął Louis, drapiąc się po głowie. Jego przystojną twarz wykrzywiał grymas znużenia.
- Nie pytałeś Dominique?
- Nie rozumiem, dlaczego sądzisz, że mi na tobie zależy... To że jesteś przystojny nie pozwala ci traktować ludzi jak zabawki...
Pytanie Jamesa wyraźnie zirytowało Louisa, którego cierpliwość najwyraźniej się kończyła.
- Alfonsine, ciszej proszę - odezwał się w kierunku nie przestającej mówić dziewczyny, po czym popatrzył spode łba na Jamesa: - Na twoim miejscu wcale bym się tak nie cieszył.
- Niby dlaczego?
- Bo jakoś nie widzę, aby twoja piękna żona stała gdzieś obok ciebie - odwarknął, a Jamesa ogarnęło złe przeczucie.
- Widziałeś ją?
Louis westchnął, nie spiesząc się z odpowiedzią, a Pottera ogarniała coraz większa chęć przywalenia swojemu ponoć ulubionemu kuzynowi.
- Szła gdzieś na górę - nieuważnie machnął ręką w kierunku schodów, wytrącając z dłoni przechodzącej dziewczyny szklankę, która rozbiła się na mnóstwo małych kawałeczków, czyniąc przy tym mnóstwo zamieszania. James chciał zignorować to wydarzenie, ale Louis go zatrzymał.- Ale ona nie była sam. Szedł z nią jakiś chłopak.
James przystanął, mając nadzieję że zaraz usłyszy, że to żart, zupełnie nieśmieszny za to bardzo w stylu Louisa, ale nic takiego nie nastąpiło. Stał jak wmurowany i dopiero czyjeś pytanie o to, gdzie przenieść szkła go otrzeźwiło.
Odpychając niechętne myśli, sprzątnął powstały bałagan, próbując myśleć o tym, jak zareagowałaby matka, gdyby dowiedziała się o imprezie i jej nowym dywanie deptanym przez kolejne dziesiątki ludzi. Pewnie by się ucieszyła i powiedziała, że wreszcie znowu zachowuje się jak dawny on.
Szybciej niż myślał znalazł się na piętrze i rozejrzał się wokół, jakby spodziewał się ujrzeć ją gdzieś przy ścianie. Góra domu charakteryzowała się wejściem na schody na środku i trzema parami drzwi po obu stronach szerokiego korytarza.
Zawahał się, gdy doszedł do drzwi swojego pokoju i otworzył drzwi, nie pozwalając sobie na dalsze wątpliwości.
- Co się tu, do jasnej cholery dzieje?

***
Nie mógł dosłownie nic.
Nie mógł spać. Nie mógł jeść. Nie mógł tworzyć. Nie mógł żyć.
Z każdą kolejną chwilą wszystko robiło się zagmatwane i poplątane. Niegdyś proste sprawy teraz były pełne zawijasów i krzywych zygzaków niepewności. A może wątpliwości? Wszystko łączyło się w mozaikę chaosu, która ogarniała świat powoli, ale przy tym niepostrzeżenie.
Gubił się w tym. Nie wiedział, dokąd iść kogo pytać o drogę w tym pełnym pułapek nowym świecie, gdzie niezależność znaczyła mniej niż ciche westchnienie. Poruszał się po omacku. Nieposłuszne zmysły nie były w tym rodzaju mroku żadną pomocą. Liczyć mógł tylko na fart, a przeznaczenie grało bowiem znaczonymi kartami.
Dawne rozrywki przestały go bawić. Teraz stały się mu zwyczajnie obojętne. Niegdysiejsza przyjemność nagle jawiła mu się jako przykra niedogodność, która zakłóca jego codzienny rytm życia. Życia, które samo w sobie było ciężkie.
Oparłszy się o pień drzewa, usiadł na trawie, wciągając w powietrze nocne powietrze. Sierpień mógłby być taki inspirujący. Powinno być ciepło, namiętnie i szalenie, a nie prozaicznie i nerwowo. Raptem kilkanaście metrów dalej grała głośna muzyka, ale on z uporem maniaka ją ignorował.
Zabawa była bowiem niczym.
Był chwilę w środku, ale wszystkie dziewczyny wyglądały tak samo, muzyka zawodziła niczym kiepska pieśń żałobna, a brak powietrza skutecznie utrudniał mu oddychanie. Dlatego przeniósł się tutaj, na zewnątrz, gdzie mógł patrzeć w gwieździste niebo i mierzyć się z wyścigiem własnych myśli.
- Cholerna nadzieja. - Czyjeś słowa nagle rozdarły ciszę w tym zakątku ogrodu, a Easy gwałtownie drgnął.
Chciał ochrzanić intruza, nagadać mu, jak haniebną rzeczą jest godzenie w potrzebę spokoju artysty, gdy dostrzegł, kto właśnie przyszedł.
Rose stała raptem kilka metrów nieopodal i z nieprzytomną miną rozglądała się wokół, najwyraźniej szukając stojącej tu zwykle ławki.
- Nie ma jej - odpowiedział usłużnie, a ona pokręciła głową, jakby nie wierzyła, czyj głos właśnie usłyszała.
- To ty? - Ciche pytanie pełne złowrogiego szeptu nie mogło oznaczać niczego dobrego.
- Oczywiście, że to ja, mój rudzielcu - odpowiedział, udając, że nie dostrzega wrogości we wlepionych w niego brązowych oczach. Tęsknota w nich widoczna bolała go niemal fizycznie i zniknęła zanim zdążył to w jakikolwiek sposób skomentować.
- Czego tu nie ma? - zapytała Rose, powracając do jego poprzednich słów. Powrót do rzeczowości i konkretów był jej jedyną nadzieją, gdy zaczynała się czuć jak chodzący ocean emocji.
Wiedziała, że przyjście tutaj było złym pomysłem. Jak mogłoby być dobrym, skoro od imprez wolała książki i naukę? Mimo to ubrała się i jak największa idiotka obiecywała sobie, że w tym wszystkim wcale nie chodzi o niego, że wcale nie marzy o tym, aby zobaczyć uśmiech na tych jego ustach i poczuć jeszcze jeden pocałunek. Okłamywała sama siebie.
- Nie ma ławeczki - odpowiedział pogodnie Easy, zataczając dłonią krąg, a na widok braku zrozumienia na jej twarzy sprecyzował: - Kiedyś stała tu ławka i wydawało mi się, że jej szukałaś. Widać nasze umysły próbują nas sparować.
- Sparować? - powtórzyła kpiąco. Zamknęła na sekundę oczy, a gdy je otworzyła płonęły nieskrywaną złością i gniewem. Niewiele myśląc zrobiła kilka kroków w jego stronę. - Nikt i nic nie zmusi mnie do znoszenia twojego towarzystwa, a mój mózg zrobi wszystko, abym cię unikała. Spotkania z tobą są ostatnią rzeczą, jakiej...
- ...powinnaś chcieć? - przerwał jej. Jego zazwyczaj marzycielski ton zastąpiły ostre nuty. Spojrzała na niego ukradkiem, ale on zdawał się nie dostrzegać niczego poza swoją złością. - Może i nie powinnaś chcieć się ze mną spotykać, może możliwości mojego skromnego artystycznego mózgu są zbyt małe dla tak olśniewającej inteligentki jak ty, może nie zasługuje na zaszczyt przebywania w twoim towarzystwie, może nie powinienem szaleć ze twoimi włosami i umierać z chęci pocałowania cię teraz, ale nie potrafię zmienić tego, co do ciebie czuję. W przeciwieństwie do ciebie nie potrafię kłamać na temat swoich uczuć.
Jego przemowa zaowocowała u Rose zawrotami głowy. Serce jej biło coraz szybciej, świat wirował. Mówił jak nie on. Prosto, dosadnie, a przy tym zrozumiale wykładał swoje uczucia. Robił to, czego pragnęła od tak dawna, że zapomniała, jak tego chciała. Stare marzenie stało się rzeczywistością.
Mówił, że wariuje za nią. Jej serce zawirowało ze szczęścia. Płuca wypełniły się płynną endorfiną, a policzki zakwitły jaskrawym rumieńcem. jego słowa brzmiały dla niej niczym najpiękniejsza melodia tego świata grana tylko dla niej.
Mówił, że jest samą szczerością. Otrzeźwienie przyszło samo i zniweczyło wcześniejsze uczucie błogości. Nagle każde słowo bolało niczym sztylet wbijany w jej niechronione niczym serce, do którego dostępu nagle przestała bronić, umożliwiając mu atak. To musiało się skończyć. Gniew zapłonął w jej sercu szybciej niż myśl o wygarnięciu mu, jaka była prawda.
- Dlaczego kłamiesz? - syknęła jadowitym tonem.
Jej ręka zareagowała szybciej niż pracował umysł i z głośnym mlaskiem wylądowała na krótki moment na gładkim policzku Easy'ego. Nie bronił się, przyjął cios. A może był po prostu zaskoczony? Kolejna zagadka czarującego Adamsa.
- Dlaczego?! - wykrzyknęła. Głośny dźwięk własnego głosu, jego rozpaczliwe brzmienie i utrata kontroli nad sobą sprawiły, że w jej oczach zaczynały się pojawiać łzy. Spróbowała rozejrzeć się wokół, czy nikogo nie zaalarmował jej krzyk, ale otoczenie stanowiło zamazany krajobraz.
- Easy, kompletnie nie rozumiem tego. Mówisz, że mnie koch... Że ci na mnie zależy, a robisz coś zupełnie innego. Skoro tak ci na mnie zależy, dlaczego podrywałeś Chelsea? Dlaczego wolałeś prawić komplementy mojej najlepszej przyjaciółce zamiast powiedzieć mi, że z nami wszystko skończone? Dlaczego robiłeś mi nadzieję, gdy jedyne co mogłeś mi ofiarować były łzy i chaos emocji?
- Rose, mój ty rudzielcu.
Jego ciężkie westchnienie, jej nieprzejednana mina. Nawet nie próbował nic tłumaczyć. Pewnie i tak by go nie posłuchała. Wyciągnął jedynie ręce i przyciągnął ją do siebie. Nie odsunęła się, a wręcz przeciwnie przysunęła się jeszcze bliżej. Stali ramię w ramię, noga przy nodze głowa przy głowie tak blisko, że czuli bicie swoich serc i przemieszane uczuciem coraz płytsze oddechy.
- Przepraszam - zapewnił gorliwie, a Rose czuła, że mówi to szczerze. Mówił z twarzą wtuloną jej włosy, więc słowa były nieco niewyraźne, ale nie chciała się teraz od niego odsuwać, gdy wreszcie znalazła swoje miejsce. - Prędzej odciąłbym sobie prawą dłoń, pozbawił się możliwości tworzenia sztuki niż świadomie zranił swą muzę, źródło natchnienia, jedyną drogę do szczęścia. Nigdy nie chciałem, aby w tych ognistych oczach płonął gniew, a dusza protestowała przeciw mnie.
W odpowiedzi przytuliła się do niego mocniej. Ranili się nawzajem. Ona skrupulatnie wyliczała jego przewinienia i nie potrafiła ustąpić choćby o cal, wiedząc w tym swoją porażkę. On owszem zawalał, ale nawet nie próbował tego ukrywać. Błądził tak samo jak i ona. Mogła wcześniej zapytać, co on czuje, mogła powiedzieć, że powinien się ogarnąć, bo inaczej będzie koniec... Ale tego nie zrobiła. Nadal w tym tkwiła, ba, zanurzała się coraz bardziej w pogmatwanym bagnie niezrozumiałych emocji.
- Easy, musimy coś zmienić, bo tak dłużej nie może być - powiedziała ostrym tonem. Nie chcąc, aby zabrzmiało to zbyt kategorycznie objęło go w pasie, usiłując nie przesuwać dłoni w dół jego pleców.
On nie miał takich oporów i śmiało wędrował po jej ciele, Mrugnął coś na znak zgody, nie przestając zmysłowej podróży. Delikatnie dotykał jej karku. Napawał się dźwiękiem jej cichych westchnień.
- Będziemy tylko my - obiecał władczym tonem, gwałtownie przechylając Rose w dół, a jej serce zaczęło bić nierównym rytmem. Pocałował ją mocno, nie ukrywając swych uczuć, namiętności, której nic nie było w stanie ugasić.
W tej chwili nie było nic ważniejszego niż ona.
Teraz ani nigdy.
***
Wejście Jamesa sprawiło, że Serena drgnęła, cofając się do tyłu i wpadła na regał z trofeami Jamesa, jego reliktami przeszłości, jak sam zwykł o nich mówić. Rozhuśtane metale zaczęły balansować niebezpiecznie blisko krawędzi regału, aby nagle niespodziewanie stanąć w nieruchomej pozie. Serena popatrzyła na Jamesa zadziwiona jego szybką reakcją, chciała to jakoś skomentować, ale ponura mina męża bynajmniej nie wskazywała na potrzebę dyskusji.
- Co on tu robi?
Bezosobowe pytanie Jamesa sprawiło, że oczy Sereny otworzyły się szerzej, a z ust wydobył się cichy okrzyk protestu przeciw tej jawnej nieuprzejmości.
- James, daj spokój. Duncan jest dzisiaj naszym gościem. - Uśmiechnęła się słodko do Statforda, przepraszając go wzrokiem.
- Wydaje mi się, że lepiej będzie, jak sobie pójdę - stwierdził Duncan i pomimo protestów Sereny wyszedł, cicho zamykając za sobą drzwi.
Serena spojrzała na James, próbując zdusić w sobie pretensje do niego o dziennie zachowanie w stosunku do Duncana, ale jego zadowolona z siebie, arogancka mina zdenerwowała ją jeszcze mocniej.
- Mógłbyś chociaż udawać, że potrafisz być uprzejmy.
- Udawanie w niczym nie pomaga, tylko maskuje prawdziwy problem.
- Znalazł się prawdziwy specjalista - mruknęła Serena, udając, że uważnie ogląda swoje paznokcie, aby nie widzieć wpatrzonych w nią orzechowych oczu.
- O czym mówisz? - spytał, ale nie doczekał się odpowiedzi. Milczenie Sereny nasunęło mu nieoczekiwany pomysł.
- Co się stało? - powtórzył pytanie poważnym tonem, a nie doczekawszy się odpowiedzi zrobił kilka kroków w jej kierunku i błyskawicznie pochwycił ją w ramiona i położył na łóżku, przygwożdżając własnym ciałem.
Z jej ust wydobył się protest, których skończył się, gdy dostrzegła błysk pożądania w jego oczach.
- James... - Jego imię niczym jęk przyzwolenia wydobył się z jej ust, gdy wyciągnęła dłonie i mocno przyciągnęła jego głowę do swoich ust.
Ich wargi złączyły się w tańcu namiętności. To od początku nie był delikatny pocałunek. Pełen nacisku, naporu i zmagania uczuć, które wybuchały w nich ze zdwojoną siłą Chcieli ukarać się nawzajem, ale to już dawno przestała być kara. Obietnica rozkoszy wydawała się zbyt realna, aby móc z niej zrezygnować.
Natarł mocniej twarz dziewczyny, zmuszając ją do otworzenia warg. Jego język lekko musnął jej podniebienie, a z ust wydobył się jęk. Podniecenie wzrastało, krew szybciej płynęła w żyłach. Serena zarzuciła Jamesowi rękę na szyję, drugą błądząc po jego ciele. Czuła twarde mięśnie na jego brzuchu, szybkie bicie serca i rwący się oddech na policzku. Przerwał pocałunek i zjechał ustami niżej, zatrzymując się na linii szczęki. Dotknął językiem wrażliwej skóry i wtedy Serena postanowiła przejąć kontrolę.
Objęła go nogami w pasie, przechylając się na lewą stronę. Teraz ona miała być górą. Zaskoczony James runął na łóżko, a ona niespiesznie kręciła się na jego udach, doprowadzając go tym do szaleństwa. Zaśmiała się krótko. Pochyliła się nad nim, otaczając go kurtyną długich włosów. Pocałowała go w czoło, brodę, a potem policzki. Jego zniecierpliwiona mina sprawiła, że każdy kolejny pocałunek trwał jeszcze dłużej. Na koniec musnęła wargami jego usta. Jej ręce zaś zaczęły rozpinać guziki jego koszuli. Poradziła sobie z pierwszym, ale drugi wyraźnie stawiał problemy. Oderwała się od jego warg i niecierpliwie szarpnęła materiał. Guziki z cichym brzdękiem potoczyły się po podłodze.
Nachyliła się ku niemu, wodząc dłońmi po torsie Jamesa. Jej włosy łaskotały łaskotały go, jednak to co czuł miało niewiele wspólnego z rozbawieniem.
- Szukamy toale... Ups! - Drzwi pokoju otworzyły się, a słowa zmieszały się z dźwiękiem muzyki płynącej z parteru.Nieproszeni goście szybko zorientowali się, że to nie toaleta i z głośnym trzaskiem zamknęli drzwi, ale na Serenę i Jamesa spadło nieoczekiwane orzeźwienie.
Dziewczyna odsunęła się, schodząc z niego i usiadła na łóżku. Dopiero chłód na nagich ramionach uświadomił jej, że James niepostrzeżenie zdjął jej bluzkę. Znalazła ją koło łóżka i szybko przez głowę włożyła, wygładzając materiał.
- Chyba powinienem się ubrać - zażartował James, próbując uratować atmosferę. Pełne powagi spojrzenie żony uświadomiło mu, że nastrój bezpowrotnie umarł. Trudno, seks na zgodę może być jeszcze lepszy od tego zrodzonego z gniewu.
- Widziałam cię z nią.
Patrzyła na ścianę mówiąc te słowa. James widział jednak, jak wiele kosztowało ją ich wypowiedzenie. Dłonią pocierała czoło, jej ramiona opadły, a zęby pewnie zacisnęły się na dolnej wardze.
- Z kim? - zapytał, aby po chwili wszystko zrozumieć.
- A jak myślisz? - zaśmiała się ironicznie, próbując opanować rosnące wątpliwości. Zerknęła na niego przez ramię, wypowiadając jej imię: - Angelique.
- Serena...
- Pewnie zaraz powiesz, że to wcale nie jest tak jak myślę? Że to wcale nie jest to, o czym myślę? - Ironia nie pasowała do niej, a mimo to okazała się jedyną skuteczną bronią przeciw targającym nią emocjom.
- Serena, wtedy popełniłem błąd, wiem. Taki, którego być może już nigdy nie naprawię, ale naprawdę się staram, próbuję zasłużyć na twoje zaufanie. Przeszłości nie zmienię, ale mogę ci szczęściem zaczarować przyszłość - dodał James, nieświadomie używając słów, które od dwóch pokoleń badały w jego rodzinie*. - Jednak wszystko zależy od ciebie.... Cholera, wydawało mi się, że idziemy w dobrym kierunku, zaręczyny, ślub.... Dopiero przy tobie czuję, że żyję, że wiem, czym jest szczęście. Teraz jednak mam wrażenie, że to zbyt dużo, zbyt szybko dla nas.
- James - wyjąkała, odwracając się w jego stronę z twarzą pełną łez. Swobodnie opadła w jego ramiona. Otoczył ją znajomy zapach mioteł i wiatru. - Przepraszam, powinnam ci bardziej ufać.
Powinna a jednak tego nie zrobiła, przemknęło przez głowę Jamesa. Nie mogło to oznaczać nic dobrego.
- Kocham cię.
Drwa krótkie słowa znaczące więcej niż jakiekolwiek inne.
Czymże jest jednak miłość bez zaufania?
__________________________________________________
* - taka mała aluzja do historii LE&JP, którą mam w planach. 

Ostatni rozdział przed wrześniem, szkołą i początkiem końca wakacji. Ostatni rozdział o przewadze uczuć, nie akcji. W następnym będą wątki innych bohaterów.
Postaram się coś dodać w okolicach Wielkanocy - rozdział/prolog opowiadania o Rose albo Dramione/miniaturkę. To jeszcze otwarta kwestia i hm, przepraszam, ale jakoś tak sztucznie to wszystko dzisiaj brzmi. 

23 komentarze:

  1. Aaaaa Rose i Easy w końcu razem!!! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Na wtępie od razu zaznaczę, że uwielbiam twoje opowiadanie, ale... To nie jest wiarygodne żeby logiczna Rose tak głupio mogła zaufać znowu Easy'emu zwiedziona tylko kilkoma płytkimi komplementami. To zbyt naiwne. Za to co jej zrobił każda dziewczyna na jej miejscu omijałaby go z daleka. Nie dość, że nią zabawił to jeszcze zniszczył jej relację z przyjaciółką. Easy widzi tylko inspirację i wydaję mi się, że w każdej chwili może ją ponownie rzucić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Easy kocha Rose.
      Rose kocha Easego.
      ;-;

      Usuń
    2. Hmmm, dziękuję za ukazanie innego punktu widzenia. Myślałam o tym w innych kategoriach raczej - zwrot w relacji Easy'ego i Rose nie wynika z jego komplementów, tylko jej nazwijmy to 'buntu'. Skoro dotychczasowe postępowanie przyniosło jej jedynie negatywne emocje i ból, widać czas zacząć postępować inaczej.
      Dziękuję za komentarz i w sumie postaram się to przejrzeć jeszcze raz.

      Usuń
  3. Rose i Easy razem! To za dużo emocji! Nie! To cudownie i idealnie! Och, czuję się rozstrojona, ale szczęśliwa jak nikt! Na Rowling, uwielbiam Cię i uwielbiam ich!
    Szkoda że Serena i James mają problemy, ale dadzą sobie radę :)
    Życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ps Dawniej podpisywałam się jako WhoCares :) może mnie pamiętasz? :p

      Usuń
    2. Pewnie, że pamiętam ;) Bardzo się cieszę, że jeszcze tu zaglądasz.

      Usuń
  4. Tym razem jeszcze mocniej odczułam ze muszę przeczytać pierwszą część, aby ogarnąć te wszytskie watki. Nie spodziewalabym się, ze James rozpoczął swój zwiaźek z Śereną od zdrady. Mimo to czuję, ze on naprawdę kocha swoją zonę i mysle, ze i ona powinna przestać życ przeszłością. Faktycznie, milosc bez zaufania to nie do konca rećepta na przyszłość. Ale liczę, ze się to zmieni :) James kocha ją do szaleństwa, to widac. easy i rosalie - tu też widac niezłe zawirowania, ale i prawdziwe uczucia. Ciesze się, ze chłopak wreszcie powiedział wprost, co czuje, choć faktycznie w dość "artystyczny", ale przez to i romantyczny sposob. Rosalie broni się agresją, ale chyba juz nie będzie musiała ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona ma na imię Rose, nie Rosalie ;)

      Usuń
  5. Yeahhh, Easy i Rose - dwie sprzeczności, które do siebie pasują jak nikt w tym opowiadaniu! Cały czas uważam, że powinnaś stworzyć jakiś "trójkąt", co by Easy, był piekielnie zazdrosny - facet musi się nauczyć troszeczkę odpowiedzialności, a Rose z kolei powinna trochę zaszaleć ;)

    Casiopeja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Casiopeja <3
      Miło widzieć komentarz od Ciebie :)

      Usuń
  6. Przeczytałam całą Brzydulę w Hogwarcie. I ostrzegam, że napiszę tutaj z pewnością bardzo długich, kilka komentarzy :p
    Twój styl pisania zmienił się niesamowicie. I chyba nie tylko styl pisania. To opowiadanie, a właściwie powieść, jest świetnym przykładem dorastania nie tylko bohaterów, ale i samego autora. Nie pisałaś źle jako czternastolatka, z pewnością nie, szczególnie porównując Cię do innych czternastolatków, ale mimo wszystko nie da się nie zauważyć, jak bardzo zmieniło się opowiadanie. Nie mówię o samym stylu, który wyrabiał się podczas pisania tej historii, ale również o spojrzeniu bohaterów na świat, sposób opisywania ich uczuć. na początku posty nie były długie, skupiały się na o wiele mniejszej ilości bohaterów niż teraz, były płytsze.. Pomysł na głównych wątek z pewnością był sprecyzowany, ale z pobocznymi bywało różnie, często je urywałaś. Później dołączałaś coraz to więcej bohaterów, jak również dodawałaś kolejne informacje o głownych postaciach. Na przykład o sycylijskich korzeniach głównej bohaterki dowiedzieliśmy się z pewnością za późno.
    trudno jest wszystko opisać i skomentować. Ogólnie uważam,że to opowiadanie jest dobre, ale i trudne do pisania. Przedstawia bowiem naprawdę wielu bohaterów, z perspektyw. Łączy ich na przeróżne sposoby, pokazuje życie takie, jakim jest; bohaterowie są różni, ale i podobni, nie rozpieszczasz ich, ale jednocześnie czasem nagradzasz ich wysiłki. To jest nie opowiadanie, a powieść ,ługi kawał Twojego życia, który szczególnie w kilkunastu ostatnich postach pokazuje, jak dobrą pisarką jesteś. Wypiszę tutaj zarówno plusy, jak i minusy tej historii, choć pewnie o czymś zapomnę. w końcu to ogrom tekstu. Czytało się jednak naprawdę szybko. I pierwsze posty, i ostatnie, choć przeszły dużą metamorfozę. ok, postaram się teraz wypunktować najważniejsze rzeczy, przemyślenia itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W początkowych postach zbyt często przeskakiwałaś niektóre rzeczy, urywałaś wątki. Na przykład to spotykanie się ukradkiem Sereny i Jamesa było opisywane dość pokrótce, podobnie jak przelotny związek Easy i Rose w jego szóstej, a jej piątej klasie. Własciwie dopiero pod koniec czy już po zakończeniu „Związków” dowiadywaliśmy się większej ilosci szczegółów. Nierozwiązany wątek romansu Jamesa z nauczycielką też mnie denerwował. Ok, ją wywalili, ale czemu Jamesowi uszło to aż tak na sucho? Ja rozumiem, ojciec Harry itd., ale... to nie powinno przejść tak szybko. Zbyt wiele rzeczy Jamesowi uchodziło w tym opowiadaniu na sucho, jeśli mam być szczera, nie tylko ten nieszczęsny romans, który mam wrażenie, był wsadzony trochę na siłę. Na sucho uchodziło mu np. to, że właściwie nigdy nie wytłumaczył się Serenie i To,że nie musiał tak wprost o nią walczyć. to,że wraz z kumplami palił trawkę i Nawet jedna, chociaż jedna osoba nie widziała nic złego w tym, że nikt ich nie strofował, że ani razu nie było nawet słowa, że może to nie jest najmądrzejsza rzec,z jaką można robić, szczególnie np. to, że taki Easy jest wiecznie nawalony. Jeśli chodzi o urywanie wątków lub przeskakiwanie – podobnie było z wątkiem Angelique i jej próbami zemsty. Myślałam, że znacznie ciekawiej to pociągniesz,w momencie kiedy ślizgonka wciągnęła w tonie tylko swojego brata, ale i ślizgona, który później został przyjacielem Sereny. Był pomysł., ale realizacja nie była zbyty dobra. Nie dosć,że właściwie nie opisałaś relacji A-S, to nawet tego ślizgona było zdecydowanie za mało, a jeśli Serena najwyraźniej tak szybko zaufała mu, że on nie walczy po stronie Angeliqui, to Czemu nie mogła porozmawiać wcześniej z Jamesem? Ten wątek bł niestety dosć zmarnowany, jeśli mam być szczera.
      To, że trójka przyjaciół przespała się w wieku trzynastu lat po raz pierwszy, a później ponawiali to co jakiś czas z dziewczyną, która później nazywali przyjaciółką, jest dla mnie wręcz niepojęte. nie, że coś takiego nie mogło sie stąć, bo mogło, ale mimowszystko wydaje mi się to mało realne, a tym bardziej nie wydaje mi się, żebybyłoto coś, co można by popierać ani ktwić w czymś takim od 13 r.ż., a co najwyraźniej oni wszyscy przez długi czas uważali za całkowicie normalne.Jeszcze gdyby ta Naathalie była głupia, to może wtedy bardziej mnie by przekonało. Ale Nathalie ma swój rozum, i to właśnie mnie w tym kłuje, że ona nie widziała w tym nic złego,mimo że posiadała ewidentnie inteligencję… Czegoś takiego nie można nazywać przyjaźnią, przykro mi, a w tym wieku wydaje mi się być mocno naciągane.

      Usuń
    2. Teraz czas na plusy. Największym jest różnorodność twoich bohaterów, oraz opisywanie ich z szerszej perspektywy, na różne sposoby. Przy czym wielki plus za to,że ani na początku,ani później się oni nie mylili. Nie ma tutaj wojny, wielkich wyborów itd., a mimo to człowiek czyta opowiadanie z zapartym tchem. Opisujesz bowiem po prostu życie, a przecież to właśnie ono jest naszym największym zmartwieniem, ale i największym cudem.
      Podoba mi się, że twoi bohaterowie żyją i że nie są jednostajni, żaden z bardziej opisywanych nie jest czarny albo biały, nawet Candy zaskoczyła mnie z dwa razy, co mnie rozwaliło xD właśnie, za nią masz plus, bo zawsze,. Ale to zawsze jej postać mnie rozśmieszała i powodowała pojawienie się wielkiego banana na twarzy.
      Metamorfoza Jamesa jest z pewnością szczera i choc brakowało mi tego, by musiał powiedzieć Serenie wszystko, prosić ją o przebaczenie i w ogóle, to uważam, że jego skrucha była autentyczna. Podobnie jak to,że nie chciał z nią w pewnym momencie rozmawiać, ponieważ uważał się za niegodnego takiej dziewczyny jak Sereny. Jestem też z niego dumna, że wkoncu zostawił Angelique i że nie ciągnął tego dalej, i że zrobił to tak na spokojnie. Tylko ten romans z tą nauczycielką….. ale ok.,jakoś mogę przeboleć ten fakt, tylko nie mogę przeboleć tego,że zdecydowanie nie miał wielu konsekwencji… ale o tym już mówiłam xD
      W tej relacji James –Serena czasem zbyt szybko przeskakiwałaś w czasie, ale cóż, to pewnie dlatego, że ja b. lubię o nich czytać, sam – na sam – bardzo lubiłam to opisywanie uczuć, szczeólnie Jamesa, który sam się dziwił.,że Wilson tak na niego działa ;p ale np.jeśli chodzi o metamorfozę Serreny-trochę zabrakło mi refleksji na ten temat samej dziewczyny, jak i Jamesa, szczerze mówiąc, myślę,że powinno było o tym być wiecej. Ale wielki plus za to,że to nie tylko chłopak się zmieniał, ale i dziewczyna,że oboje dojrzeli do głębszej relacji. Ponadto trzeba to powiedzieć, że na początku nie było aż tak dużo opisów uczuc,teraz na szczęscie jest tego o wiele więcej i są bardzo dobre, dojrzalsze, więc nie mam co narzekać. Nie dziwię się Serenie, ze ma w sobie nawet terazpewne wątpliwości, ale myślę, że to właśnie dlatego,że James nigdy się nie wytłumaczył, zapewnienia miłości byłyby po takiej spowiedzi więcj warte, tak myślę. Ich ślub był szybkoą decyzją, ale z pewnością przemyślaną przez Jamesa i stanowi to dowód, że on kocha ją miłością nie tylko szalenczą, ale i prawdziwą, mocną. Myślę, że Harry miał rację mówiąc do Ginny, że jego syn patrzy na Serenę tak samo, jak on na swoją żonę. W ogóle ślub opisałaś genialnie i chyba nie dałoby się lepiej, ta klmara kompozycyjna i ten wątek Easy – Rose (uwielbiam tę parę xD). Serena jest trochę za mało wyrazista, ale jest z drugiej strony najbardziej naturalną dziewczyną całym opowiadaniu i myślę,że to właśnie sprawia, że jest naprawdę wyjątkowa i szczera. Choć myślę,że powinna więcej mówić o tym,co myśl-np. tak jak w kwestii aurorstwa

      Usuń
    3. Mimo to główni bohaterowie nie są najbardziej wyraziści. Ale nie czuję się z tym źle,ponieważ Ta rola przypadła Lily, którą ubóstwiam, choć widzę oczywiste wady w niej, np. to,że samą siebie traktuje z pewnością milion razy bardziej pobłażliwie niż całą resztę świata. Jest cholernie sprytna i inteligentna, ale jednak żerowanie na uczuciach innych i zbijanie na to kasy… to nie jest coś, co popieram. Wiem jednak, że życie ją jeszcze nauczy, że nie zawsze jest nieomylna i że niektóre rzeczy nie są tak bardzo łatwe i oczywiste,gdy w grę wchodzą uczucia. Ciekawe, Czy uświadomi jej to Scorpiorus xd albus jest z tej całej ekipy młodych Potterów najmniej wyrazisty, kompletnie nie rozumiem tego, co on czuje, na początku opisywałaś go z perspektywy Rose i może dlatego jest to trochę takie wpadnięcie w środek jego uczuc, ale myślę, że nieładnie pograł zarówno z C.C,jak i Chelsea. niestety za nim nie przepadam.
      A własnie, Rose. Rose b.lubię, ale i trochę współczuję. Zdecycdowanie powinna być Krukonką. Ona i Easy pasują do siebie, ale są tak skrajnie różni. Choć to chyba właśnie dlatego pasująco siebie jak ulał, ponieważ wtedy mogą się wypośrodkować. Ona musi nauczyć się, jak wyluzować, być spontaniczną, a on - odpowiedzialności, tego,że życie nie jest sztuką, tego,że nie można cały czas się bawić i mieć głowy w chmurach. Z Rose trudno się zaprzyjaźnić, ale jak już się to uda, ma się świetnego przyjaciela i myślę=,że Serena wielokrotnie niepotrzebnie ukrywała przed nią różne rzeczy.Całe szczęście, że Weasley jej nie opuściła. Co do reszty dziewczyn, Glorii i Elizabeth, trudno było przez ługi czas o nich powiedzieć, na początku myslałam, że będzie więcej o Elisabeth, szczególnie gdy podkreślałaś, że miała jakiegoś chłopaka, ale później ją olałaś,a koniec konców okazało się przed zakońćzeniem edukacji w Hogwarcie, że nie ma żadnego chłopaka ani specjalnych planów. Glorii długo właściwie nie było, a później jak się pojawiła, to właściwie na krótko, bo teraz wyjeżdża. Alena szczęście miała swoje chwile z Rayanem, co może nareszcie go czegoś nauczy.
      Właśnie, ten to mnie niesamowicie wkurza. Mam nadzieję, że dzięki temu incydentowi z Glorią wreszcie coś do niego dotrze, serio. Już wie, jak to jest zostać puszczonym na lodzie, nawet jeśli w grę nie wchodziły poważniejsze uczucia… Może zdobędzie się na jakąś refleksję i może pomyśli chociażby o tym, jak potratował M,której bardzo współczuję, że nie potrafi się z niego wyleczyć(choć może Luncien nareszcie tozmieni xD). Nawet Easy dojrzał, nie mówiąc o Jaemsie, więc może pora i R…
      Wymieniłam trochę rzeczy, które mi zgrzytały, ale ogólnie musisz wiedzieć, że podziwiam Cię za wiele rzeczy, przede wszystkim za wytrwałośc w pisaniu tej historii. Bardzo naturalnie pokazałaś zmiany w swoich bohaterach. Nie na siłe, ale przez uczucia, i rózne sytuacje. Są oni bardzo inni. Każdy ma zestaw jakichś cech i nie są albo dobrzy, albo źli, nie są jednoznaczni. Mają pasje, marzenia. Są ludźmi z krwi i kości. Sposób, w jaki opisujesz uczucia, z pewnością ewaluował. Jak już mówiłam, opisujesz życie, i to we wspaniały sposób. Opisujesz relacje międzyludzkie i potrafisz oddziaływana emocje czytelnika. Potrafisz zaskoczyć. Potrafisz wzburzyć, potrafisz wzruszyć. Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy

      Usuń
    4. Bardzo dziękuję za długi komentarz. Już dawno nic nie sprawiło mi tak wielkiej przyjemności jak Twoja opinia ;) Zgadzam się w sumie ze wszystkim. Teraz z perspektywy czasu widzę błędy, jakie zrobiłam, pewne nielogiczności i nieco (nawet bardziej nic nieco) słaby poziom pierwszych rozdziałów, które kiedyś chciałam poprawiać. Potem jednak doszłam do wniosku, że to by było oszustwo. Wobec mnie, ale przede wszystkim czytelników, bo to swoista prawda o ewolucji mojego stylu.
      Naprawdę dziękuję za komentarz i przebrnięcie przez całą historię, która momentami bywa męcząca ;)

      Usuń
    5. Prosze bardzo ;) tak, ewoluję z pewnośią widać! Mam wielką nadzieję, że eniedługo pojawi się nowośc, bo po prostu juz umieram xD ale jak jest nowy szablon, to i może post się szykuje? ;) zapraszam na II rozdział mojje historii o Lily ) zapiski-condawiramurs.blogspot.com

      Usuń
  7. Zdążyłam już zapomnieć, jakich emocji potrafią dostarczyć twoje opowiadania. No po prostu jest to niesamowite ;)
    Rose i Easy... Ja ich chyba nigdy nie zrozumiem... Ale naprawdę życzę im szczęścia! Myślałam, że serce mi pęknie, jak czytałam ich rozmowę... Cudowe *_*
    Odzywają się skutki dawnych błędów Jamesa... Ale on Taak bardzo kocha Serene! Też chcę takiej miłości ;)
    Ginny padnie na zawał jak zobaczy swój dom po przyjeździe... Nie zazdroszczę Średnie - nie oklamujmy się... Na Jamesa nie będzie wściekła XD
    Cóż mogę jeszcze napisać...? Z niecierpliwością czekam na kolejne opowiadania :)
    Pozdrawiam!
    nowa-hogwarcie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej, kochana, zostałaś przez nas nominowana do LBA ;3 Więcej pod linkiem: http://somebody-is-perfect.blogspot.com/2015/04/liebster-blog-award.html?m=1

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Witaj!:)
    Bardzo dziękuję za przemiły komentarz na moim blogu, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś do mnie wpadniesz:) Cieszę się, że do mnie wpadłaś, bo dzięki temu dowiedziałam się o Twoim blogu.
    Przeczytałam już Twój pierwszy rozdział i naprawdę bardzo mi się spodobał, zwłaszcza, ze James jest moim ulubionym bohaterem (najbardziej lubiłam Jamesa seniora, ale troszkę przejadła mi się już miłość Lily i Jamesa). Gdy tylko znajdę wolną chwilkę przeczytam resztę Twojego opowiadania, bo bardzo przyjemnie i lekko się czyta, widać, że masz już wypracowany styl pisania.
    A co do treści pierwszego rozdziału, to jestem bardzo ciekawa, czy Ginny faktycznie miała dobre intencje odnośnie prośby o opiekę nad Lily i Albusem, ale pewnie jak nadrobię zaległości to wszystkiego się dowiem:) Strasznie nie lubię, gdy matki ingerują w życie swoich dzieci, bo prawda jest taka, że niczyja pomoc nie jest potrzebna, gdy zakochanym osobom zależy na sobie nawzajem. Mam nadzieję, że Ginny pozwoli młodym na ułożenie sobie życia wedle własnego uznania.
    Na pewno będę na bieżąco będę sprawdzać nowości na Twoim blogu, a gdy tylko odkryję tajemnice dodawania blogów do ulubionych linków (tak, jestem w tym temacie strasznie zacofana:)) dodam również Twój blog :D
    Jeszcze raz dziękuję za miłe słowa i pozdrawiam cieplutko,
    Neithiria (zemsta-gwiazd)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kiedy nowy rozdział ? ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jutro albo w czwartek, ostatecznie we wtorek jak będę po przedostatnim egzaminie.
      Przepraszam, że nawalam, ale mam problem z kawałkiem, zresztą trudno pisać, gdy powinnam się uczyć. Ale postarał się poprawić w tym zakresie

      Usuń

Szablon wykonała Nikumu
dla Zaczarowanych Szablonów.