24 marca 2013

Rozdział LIV: Ostatni raz z moją klasą



Pierwsza miłość
Pierwsze smutku łzy
Nigdy tego nie zapomnę

Ostatni raz z moją klasą 
Już pożegnać czas 
Mych przyjaciół 
Dzisiaj każdy ma 
Swój dorosły świat

Ostatni raz z moją klasą 
Już pożegnać czas 
Mych przyjaciół 
Dzisiaj każdy ma 
Swój dorosły świat


Wszyscy czekaliście na ten dzień. Dzień, w którym rozpoczniecie dorosłe życie i na zawsze opuścicie szkolne mury. Rozpoczniecie nowy etap, mając czystą kartę. Nie zmarnujcie jej, bo tylko od was zależy przyszłość. Mam nadzieję, że wykorzystacie owoce siedmioletniej nauki i pokażecie światu, co znaczy być absolwentem Hogwartu.
Serena ukradkiem zerknęła na McGonagall, która stała na podwyższeniu przed stołem nauczycielskim. Ubrana w wizytową szatę czarownica wygłaszała przemowę z okazji zakończenia roku, jak zwykle adresując ją do siódmoklasistów, którzy nie powrócą tutaj we wrześniu.
Ona, Serena, też do nich należała. Miała już nie sypiać w dormitorium, śmiać się na błoniach i chodzić wzdłuż starych murów. Nagle wszystko to wydało jej się dziwnie obce. Nie należała już do tego świata i musiała zacząć szukać sobie nowego miejsca.
- Widzę, że ktoś tu nie słucha. - Poczuła na karku ciepły oddech Jamesa. Nie musiała odwracać się, aby wiedzieć, że w jego oczach błyszcząc przekorne błyski, a na ustach gości nieodłączny uśmiech.
Serena spróbowała się odsunąć, ale James nie zamierzał odpuszczać, przysuwając się do niej bliżej.
- Nie zaczynaj - poprosiła cicho, rozglądając się, czy ktoś na nich zwraca uwagę. Nie chciała w ten sposób zostać zapamiętana w ostatnim dniu szkoły.
- Dobrze - zgodził się James - ale obiecaj, że mi to wszystko wynagrodzisz, gdy będziemy już sami.
Usta dziewczyny zadrgały, gdy usłyszała jego słowa. Kiwnęła głową, skupiając się na kończącej się szkolnej uroczystości.
James nawet nie próbował udawać, że słucha. Zazwyczaj ignorował wszelkiego rodzaju przemówienia i nie mógł się na nich skupić. Tego dnia było podobnie. Najchętniej pocałowałby Serenę i sprawił, że na jej ustach pojawiłby się szeroki uśmiech, ale przerwał, gdy poprosiła. Wiedział, że nie lubi na siebie zwracać uwagi, chociaż nie mógł tego zrozumieć. Był jednak szczęśliwy, że mógł siedzieć, obserwując ją. Przed oczami miał jej gęste włosy, które kaskadami spływały na ramiona. Nawinął sobie jednak pukiel na palec, uśmiechnąć się niewinnie, gdy odwróciła się do niego z groźną miną. Nic jednak nie powiedziała, ponownie odwracając się ku scenie, na której McGonagall żegnała się z uczniami.
Dopiero wtedy James zdał sobie sprawę, że jego szkolna kariera nieodwracalnie się kończy. Chociaż od miesięcy wiedział, że egzaminy to wyraźny znak końca szkoły, nigdy nie sądził, że tak go to zaboli. Hogwart był jego drugim domem. Tutaj poznał Easy'ego, zaprzyjaźnił się z Ryanem i zakochał w Serenie. Robił kawały i ignorował wszystko, chwytając młodość. W szkolnych murach toczyło się jego życie i trudno mu było sobie wyobrazić, aby wszystko nagle się skończyło. Siedząc teraz w Wielkiej Sali zdał sobie sprawę, że nigdy nie myślał, że ten moment nastąpi tak szybko, że stanie się dorosły, tak naprawdę nie wiedząc, o co chodzi w dojrzałości. Wystarczyło jednak spojrzenie na twarz Sereny, aby zmienił zdanie. Razem dadzą radę. Na pewno, przekonał sam siebie.
Popatrzył na bordowo-złote zwoje materiału, uśmiechając się. Gryffindor wygrał i on się do tego przyczynił. Myśl ta napawała go dumą. Był częścią całości, której się udało. Należał do najlepszego domu w Hogwarcie i dobrze wykorzystał spędzony tu czas. Znalazł przyjaciół, zakochał się i poznał samego siebie. Dostał więcej niż inni dostają przez całe życie. Popatrzył na materiał, który przywodził mu na myśl kotary otaczające jego byłe łóżko w dormitorium i uśmiechnął się. Już we wrześniu posłuży komuś innemu. Oby miał on tyle szczęścia co on.
Wychodzili już z Wielkiej Sali, gdy ją dostrzegł. Próbował przecisnąć się przez drzwi, które nie mogły pomieścić wszystkich chcących natychmiast opuścić salę. W efekcie stali przy sobie, tkwiąc długiej kolejce do wyjścia. Chociaż wszystko powinno przebiegać sprawnie, czekanie wciąż się przedłużało. Natalie zaś siedziała przy stole Krukonów, nie spiesząc się z wyjściem z sali. Jasne włosy spływały na jej ramiona, a na twarzy gościła zaduma.
- Sereno, spotkamy się później, dobrze? - poprosił dziewczynę.
W pierwszej chwili chciała zaprotestować, ale widząc oczekiwanie w jego oczach tylko kiwnęła głową. James uśmiechnął się do niej i pocałował w policzek, po czym zaczął przeciskać się w drugą stronę.
- Czekasz na kogoś? - zapytał, podchodząc do Natalie. Nie wydawała się zaskoczona jego widokiem. Najwyraźniej spodziewała się tej rozmowy i ich wspólnego spotkania.
- Tak, na ciebie - odpowiedziała poważnym tonem, który w ogóle do niej nie pasował.
- Coś się stało?
Uśmiechnęła się jak dawniej, słysząc jego zmartwiony ton. Pokręciła tylko głową, jednocześnie czochrając mu włosy w czułym geście. Zmartwiony James był  dla niej nowością. Teraz starał się wybadać sytuację i pomóc jej, podczas gdy jeszcze niedawno wolałby nawet nie próbować plątać się w czyjeś kłopoty. James nabierał powagi i z każdym dniem stawał się coraz bardziej odpowiedzialny, czemu nie mogła się nadziwić. Nie wiedziała czy to wina Sereny, której wpływ na niego rósł z każdym dniem czy po prostu jej przyjaciel dojrzewa. Nic nie mogła na to poradzić, więc jedynie bacznie obserwowała jego zachowanie.
- Nie mogę uwierzyć, że to już koniec - wyznała po chwili, przysuwając się do niego bliżej. James objął ją; gest ten wydał mu się równie naturalny jak rozmowa z nią. Nie było między nimi dawnego przyciągania, które bezpowrotnie zniknęło. Skończyły się czasy przyjacielskiego seksu i braku granic. Zostało im jednak coś cenniejszego, co mogli pielęgnować. Nadal pozostali przyjaciółmi i nic tego nie zmieniło.
- Natalie, to nie koniec, tylko nowy początek - odpowiedział, odgarniając jej włosy. Wsunął jasne pasemko za ucho dziewczyny.
- Jakoś nie mogę sobie nas wyobrazić nas bez Hogwartu - dodała po chwili.
- Ja też nie - odparł ku jej zaskoczeniu. Dostrzegła zmianę w jego twarzy i nagły błysk w oku. Najwyraźniej James coś ukrywał i dopiero teraz zamierzał się z nią tym podzielić.  - Chyba nie będę dobrym pocieszycielem, Nattie. Mnie też cholernie szkoda opuszczać Hogwart i chociaż wszyscy mówią o perspektywach, szansach i drogach, ja widzę jedynie ciemność. Co będzie jeśli nam się nie uda? Gdy okaże się, że dla nas nic nie ma?
Spojrzała na niego z zaskoczeniem. Brązowe oczy patrzyły na nią z zadumą, żądając odpowiedzi, pocieszenia. Prosił o to, czego sama nie była pewna. Chyba też miała podobne myśli, chociaż...
- Ty sobie ze mnie żartujesz! - Dała mu kuksańca w bok, gdy dostrzegła trzęsącą się wargę Jamesa. Chłopak powstrzymał się jeszcze przez moment, po czym wybuchnął gromkim śmiechem. - Jak możesz!?
Trwała przez chwilę w powadze, która szybko zajęła miejsce niespodziewanej wesołości. James pocieszył się, najwyraźniej mając te same obawy, z których jednak potrafił się śmiać. Sprawił, że i jej lęki szybko zmalały, a przyszłość zaczęła malować się w innych niż szara barwach. Nie była sama - miała przyjaciół. James, Easy, Ryan i nie tylko. Mogła na nich liczyć i wiedziała, że jej nie zawiodą. Przeszli razem tak wiele i to nie miał być jeszcze konie cicho wspólnej historii. Mogła liczyć na rodziców, z którymi przez naukę z dala od domu prawie straciła kontakt. Stać ją było na wszystko i historia faktycznie dopiero się zaczynała.
- Pocieszasz jak mało kto - odparł, wstając i uwalniając się z jego objęć. - Ona ma na ciebie dobry wpływ.
- Kto? Serena? - zapytał, a w jego oczach zapłonęły wesołe ogniki, z którymi zawsze wymawiał jej imię.
- A masz jakieś inne dziewczyny? Tak, chodzi mi o nią.
- Skoro już jesteśmy przy jej temacie - zaczął James, zdając sobie sprawę, że to będzie dobra okazja do poruszenia tematu, który powinien podjąć już dawno temu, ale zawsze go unikał. Teraz skończyły mu się wymówki i nie chciał dłużej oszukiwać samego siebie. - To może mogłybyście się zaprzyjaźnić? To by naprawdę ułatwiło mi życie. Tłumaczyłem Serenie naszą historię. Powiedziała, że rozumie, ale i tak zawsze niepokoją ją nasze spotkania. Nie - zaczął, kładąc jej palec na ustach - nigdy się im nie sprzeciwia, jeśli o to chcesz zapytać, ale wiem, co czuje. Boi się, chociaż zupełnie tego nie rozumiem. Powinna wiedzieć, że zrobię niczego, co mogłoby ją zranić!
Gdy powiedział wszystko, zdał sobie sprawę, że wypowiedział na głos myśli, z  których istnienia nie zdawał sobie sprawy. Wiedział o niepokoju Sereny, jaki wzbudzają jego spotkania z Halliwell, ale celowo nic z tym nie robił. Nie uspokoił jej, nie zapewnił po raz setny o swojej miłości. Wiedział, że kolejne słowa jej nie przekonają, a niepokój w karmelowych oczach już w nich pozostanie. On jednak nie chciał go tam. Powinna mu ufać, wiedzieć, że ją kocha i jest jego całym światem, a nie draniem, który czyha, aby ją skrzywdzić.
- Nie rozumiem, jak można ci nie ufać, bo zwykle wywiązujesz się z obietnic. Poza tym jesteś w niej zakochany jak pies, co trudno przeoczyć. Poza tym oświadczyłeś się, czego raczej nie robią dranie chcący jedynie krótkiego romansu. Mogłaby ci zaufać i nie zadawać pytań, czego ty pewnie chcesz. Trudno jej jednak nie zrozumieć. Popełniłeś sporo błędów, które pewnie nie ułatwiają jej tego niełatwego zadania. James, zanim zaczniesz protestować, policz wszystkie dziewczyny z Hogwartu, z którymi się spotykałeś. Już nawet nie wspomnę o naszej przeszłości.
- Natalie, nie mogę zmienić przeszłości - warknął, przeczesując palcami włosy, a w jego oczach pojawiło się zniecierpliwienie. - To, co się stało było wcześniej. Teraz jestem kimś zupełnie innym, komu powinna ufać.
Złapała jego dłoń, splatając ze swoją.
- Daj jej trochę czasu. Wszystko na pewno się ułoży.
- Też mam taką nadzieję. - Równocześnie odwrócili się w stronę nieoczekiwanego rozmówcy.
Angelique Zabini stała nieopodal, patrząc na nich z uśmiechem. Jeśli w tej chwili coś mogło go zaskoczyć, to niewątpliwie była to miła Angelique, która traktowała go jak przyjaciela. Odkąd się rozstali, traktowała go jak powietrze. Jednak ignorowanie nie zawsze sprawdzało się w zamku z ograniczoną przestrzenią. Wtedy raczyła go najróżniejszymi epitetami, nie dbając o kulturę języka. Nie miał jej tego za złe. Wiedział, że źle ją potraktował, ale teraz nie mógł tego zmienić, a ewentualne przeprosiny i tak zostałyby przez nią odrzucone.
- Mówisz do nas? - spytał podejrzliwie, a Natalie parsknęła śmiechem. Umilkła jednak, gdy zobaczyła jego poważną twarz.
- Tak, James - odpowiedziała śpiewnie. Odgarnęła na ramię długie włosy, mrugając rzęsami. Uśmiech zaś nie znikał z jej pełnych ust, które niegdyś tak go kusiły, a teraz były zupełnie obojętne. - Chciałam z tobą porozmawiać.
- To ja już pójdę - zaproponowała Natalie, odsuwając się od Jamesa.
- Nie musisz, Nats. Nie sądzę, żeby to była jakaś tajemnica - odparł.
- Oczywiście, że nie. - Angelique roześmiała się. - Chciałam się po prostu pożegnać, bo później może już nie być na to czasu i... James, proszę nie rezygnujmy z naszej przyjaźni.
***
Żartujesz? - zapytała Serena drżącym z emocji głosem.
Chociaż jeszcze chwilę temu namiętnie się całowali, teraz ona jakby o tym zapomniała. Poderwała się z łóżka, wyplątując z jego objęć. Zaczęła zapinać bluzkę. James chciał jej powiedzieć, że robi to krzywo, ale zamilkł, widząc jej zdenerwowanie. Zaczęła chodzić w kółko, przygryzając dolną wargę.
- O co chodzi?
Zatrzymała się, patrząc na niego. W brązowych oczach malowało się autentyczne zdziwienie, a uniesiona brew wyrażała troskę. Najwyraźniej James nawet nie zdawał sobie sprawy z oddziaływania własnych słów. Chyba nie przewidział, że niespokojnie zareaguje na wieść, że postanowił zaprzyjaźnić się z Angelique Zabini. Ona jednak nie potrafiła się powstrzymać. Wiedziała, że nie ma żadnych powodów do obaw, a jej irracjonalny strach może obrócić się przeciwko niej, ale nie potrafiła uspokoić rozszalałego serca. Chciała krzyknąć. Powiedzieć, że się nie zgadza i zaprotestować przed każdym, nawet najmniejszym jego kontaktem z tą dziewczyną. Bała się, że jej przyjaźń z Jamesem nie wróży nic dobrego dla ich związku, ale nie zrobiła tego. Wiedziała, że musi mu zaufać, jeśli chce zostać jego żoną. Niczego nie pragnęła bardziej niż tego.
- Dobrze, James.
Niespodziewana kapitulacja dziewczyny wzbudziła jego podejrzliwość. Popatrzył na nią z ciekawością. Ona jednak widząc jego minę, tylko się roześmiała. Podeszła do łóżka, na którym leżał i usiadła obok niego. Nachyliła się ku niemu. Poczuł ciepło jej oddechu na policzku i miękkość włosów, gdy niespodziewanie uniosła się. Chciał jęknąć, zaprotestować, gdy ona pokręciła głową. Najwyraźniej nieźle bawiła się jego kosztem,  gdy on cierpiał, chcąc ją pocałować. Uniosła się nad nim, kołysząc się. Patrzył na jej poruszającą się twarz, rozświetlone oczy. Przeniósł wzrok niżej, patrząc na malinowe usta, które tak chętnie go całowały. Zamarł, dostrzegając ruch jej rąk. Powoli rozpinała guziki bluzki, bawiąc się z nim. Z pierwszymi, znajdującymi się przy talii rozprawiła się szybko. Każdy kolejny jednak coraz dłużej znajdował się w jej rękach. Obracała je, gładząc palcami.
- Serena... - jęknął z rozczarowaniem, gdy spokojnie bawiła się ostatnim guzikiem zasłaniającym jej piersi, ale ona tylko uśmiechnęła się kusząco. Miał dosyć tej gry, lecz nie chciał jej przerwać, wiedząc, że to on jest główną nagrodą, która sprawi im wiele satysfakcji.
- Tak? - zapytała, nachylając się ku niemu. Poczuł dotyk włosów Sereny na twarzy, jej usta na swojej szyi. Rozkoszował się tym, gdy dostrzegł, że ostatni guzik przy jej bluzce właśnie opuścił dziurkę. Zaśmiał się gardłowo, przetaczając się. teraz leżał na niej. Czuł każdą wypukłość jej ciała i widział zamglony wzrok.
- Tak - odpowiedział, biorąc jej twarz w dłonie. Widział radosne oczekiwanie w karmelowych tęczówkach, gdy dotknął ustami jej warg....
- Jasna cholera! - Odskoczył od Sereny, słysząc trzask otwieranych drzwi. Dziewczyna podniosła się, bez słowa zapominając bluzkę. Przeczesał palcami włosy, piorunując wzrokiem wchodzącego przyjaciela.- Czego chcesz, Ryan? Chyba uzgodniliśmy, że teraz mój czas w dormitorium.
Ryan jednak wydawał się go nie słyszeć. Prychał co chwila, mamrocząc pod nosem o zdrajcach i szumowinach bez honoru. Pokręcił się chwilę po dormitorium, kopiąc spakowany kufer aż wreszcie opadł na swoje łóżko, nie wykazując żądnych oznak życia.
- Ja już pójdę - zaproponowała Serena, zerkając niepewnie na Fairchilda.
James chciał zaprotestować, ale romantyczna atmosfera zniknęła bezpowrotnie. Kiwnął więc głową i pocałował lekko w policzek, mówiąc, że porozmawiają później. Uśmiechnęła się po raz ostatni, znikając za drzwiami.
- Oby to było coś ważnego, bo do odjazdu pociągu zostało jeszcze kilka godzin, a ja miałem naprawdę piękne plany pożegnania naszego dormitorium.
- Ważne? - parsknął Ryan, podnosząc się. - To bardziej niż ważne i o wiele ważniejsze niż twój... twoje plany z Sereną.
James z trudem powstrzymał się od okrzyku irytacji. Ryan był jednym z jego najlepszych przyjaciół i nigdy go nie zawiódł. Wiedział, że może na niego liczyć i pomoże mu ze wszystkim. Niejednokrotnie go udowodnił, pomagając mu wyjść cało z każdej sytuacji i przyłączając się do wspólnych, nie zawsze zabawnych, psot. Miał mnóstwo zalet, ale trzeźwe spojrzenie na świat zdecydowanie do nich nie należało. Fairchild często interpretował rzeczywistość inaczej niż powinien, nadmiernie się nią przejmując. James miał w tej chwili niemiłe wrażenie, że to właśnie jeden z tych przypadków.
- co tym razem jest na tyle ważnego, aby mi przeszkadzać? Armaty prosiły cię o zostanie ich ścigającym, czy     doznałeś olśnienia na temat szybkości nowego modelu miotły?
- Ona z nim zamieszka! Wyobrażasz sobie!? - wykrzyknął z wściekłością w głosie, zaciskając dłonie w pięści.
- Kto?
- Natalie po szkole zamieszka z Easy'm - obwieścił Ryan, zerkając na przyjaciela. Najwyraźniej oczekiwał mocnej reakcji na swoje słowa.
Tym razem jednak się przeliczył.
- Nie wiedziałem - odparł, wzruszając ramionami.
Nie wiedział, dlaczego Ryana tak mocno poruszyła tak wiadomość. Natalie była jego przyjaciółką, nie dziewczyną. Nigdy nie należała do niego i potrafiła sama o siebie zadbać. Robiła, co chciała, sypiała, z kim chciała i nigdy nikomu nie tłumaczyła się ze swojego postępowania. Jeśli chciała zamieszkać z Easy'm, to na pewno miała ku temu jakieś powody i nikomu nic do tego. Fairchild z kolei obecnie miał dziewczynę, o czym wiedział chyba cały Hogwart, ale teraz o tym najwyraźniej zapomniał, patrząc na niego z ogniem w oczach. On, James nie zamierzał w tej sprawie nic robić, wiedząc, że jego przyjaciele są wystarczająco dorośli, aby o sobie decydować i nie miał zamiaru się wtrącać.
- Nie dziwię się, że nie wiedziałeś, bo sam dowiedziałem się przypadkiem...
- Ryan, odpuść - przerwał mu stanowczo. - Wyjeżdżamy dziś do domu, kończymy ten etap życia, a ty chcesz się zamartwiać Natalie, która nie ucieszyłaby się z twojej troski? To duża dziewczynka i potrafi o siebie zadbać. Zna Easy'ego i nic nam do tego. A ty masz dziewczynę, o czym chyba zapominasz.
- Ale Natalie to nasza przyjaciółka - zaczął ponownie Fairchild, ale z jego głosu zniknęło wcześniejsze przekonanie.
- Jutro też nią będzie, więc chociaż dzisiaj sobie odpuść - zaproponował James, chcąc jak najszybciej skończyć ten temat.
Ryan zawahał się, ale po chwili przytaknął, przyznając mu rację. Jutro się tym zajmie, a dziś zapomni o problemie, który coraz bardziej ciążył mu na sercu. Jutro, nie dziś.
***
Siedziały pod wysokim drzewem, śmiejąc się i rozmawiając. Pociąg miał przyjechać za niecałe dwie godziny,  więc postanowiły wykorzystać pozostały im czas na pożegnanie. Nie sądziły, aby znalazły na to czas podczas podróży, którą wyjątkowo miały spędzić w towarzystwie Jamesa i jego kolegów. Serena popatrzyła na koleżanki. To one towarzyszyły jej podczas szkolnych perypetii, ratowały złamane serce i kibicowały związkowi z Jamesem. Teraz Gloria uśmiechała się, chociaż w jej oczach czaił się smutek, a Elizabeth paplała o swoich planach na wakacje.
- Pamiętacie, jak byłyśmy w pierwszej klasie? Wydawało nam się, że nigdy nie skończymy Hogwartu - powiedziała z zamyśleniem Serena.
Gloria tylko się uśmiechnęła z niedowierzaniem, a Lizzy pokręciła głową.
- To było tak dawno temu, ale doskonale to pamiętam. Miała takie długie warkoczyki i nic nie mówiłaś - wspominała Lizzy. - Już wtedy postanowiłam, że koniecznie musisz zostać moją przyjaciółką.
- Myślałam, że przyszło ci to do głowy, gdy zdobyła pierwsze punkty na lekcji eliksirów  - wtrąciła Gloria.
Elizabeth zaprotestowała, przekomarzając się z Abbott. Serena przyglądała się temu z uśmiechem.
- Będzie mi tego brakować...
- Szybko o nas zapomnisz, gdy James zajmie cały twój czas wolny - przerwała jej Gloria z filuternym uśmiechem.
- To nieprawda - oburzyła się Wilson, a na jej policzkach pojawiły się rumieńce. - James jest moim narzeczonym, ale to nie znaczy, że zapomnę o swoich przyjaciółkach.
- Sereno, wiem, tylko teraz wszystko się zmieni. Gloria wyjedzie, ty bierzesz ślub, a ja nawet nie mam żadnych planów - odpowiedziała Lizzy, patrząc na swoje dłonie.
Wiedziała, że użala się nad sobą, a Wilson i Abbott zaraz zaczną ją pocieszać, ale nie mogła się powstrzymać. Ostatnio nic jej nie wychodziło. Wszyscy czynili plany, mówili o przyszłości, podczas gdy ona wciąż stała w miejscu, nie widząc nadziei. Denerwowało ją to i przyczyniało się do niekontrolowanej nerwowości i huśtawek nastroju. Nie wiedziała, jak się cieszyć, z czegoś, co było jedną wielką niewiadomą.
- Lizzy... To nie tak. Może dzisiaj nie wiesz, czy wszystko się ułoży, ale na pewno niedługo zyskasz pewność. Znajdziesz dobrą pracę, poznasz przystojnego faceta i niedługo zapomnisz o dręczących cię teraz wątpliwościach.
Serena popatrzyła na Elizabeth, mówiąc te słowa, ale straciła już uwagę przyjaciółki, która popatrzyła na nią wymownie, uporczywie zerkając na jakiś punkt za plecami Wilson. Odwróciła się, z trudem powstrzymując się od okazania zdziwienia. Pod sąsiednim drzewem stał Duncan Statford, uśmiechając się smutno.
- Zaraz przyjdę - rzuciła w kierunku przyjaciółek, podnosząc się. Otrzepała się trawy i wygładziła włosy, po czym wolnym krokiem podeszła do niego.
Uśmiechnął się, widząc jej twarz. Nie zignorowała go, czego się obawiał. Dała mu szansę na rozmowę, wyjaśnienie i przyjaźń. Cała Serena, pomyślał. Nigdy nie potrafiła pozostać obojętna na drugiego człowieka, zwłaszcza przyjaciela.
- Bardzo dawno nie rozmawialiśmy.
Kiwnęła głową, słysząc jego słowa. Nie chciała powiedzieć czegoś, co zburzyłoby ich chwilowe porozumienie, więc milczała.
- Wiem, że to moja wina, ale... Nie mogłem inaczej. Zakochałem się w tobie.
Drgnęła, a on dostrzegł niepokój na jej twarzy. Miał wrażenie, że zostawi go za chwilę i zostanie sam, zanim zdąży jej wszystko wyjaśnić.
- Serena, nie uciekaj - poprosił, chwytając jej rękę. - Nie chcę zniknąć z twojego życia. Możemy zostać przyjaciółmi?
Spojrzała na ich złączone dłonie. Wiedziała, co powinna odpowiedzieć.
***
Easy stał na szczycie wieży astronomicznej, patrząc w dół. Uwielbiał to miejsce, które zbierało wszystkie ludzie lęki. Łączyło strach przed niewielkimi pomieszczeniami, zależność od świata i poczucie małości wobec świata. Stojąc na szczycie, można było postrzegać świat z innej perspektywy. Pozbyć się lęku wysokości, z którym walczyło się całe życie, zerwać z nieodpowiedzialnym chłopakiem, znaleźć sens życia czy próbować oszukać przeznaczenie.
On zawsze przychodził tutaj, aby zebrać myśli. Często miał wrażenie, że głowa eksploduje mu od nadmiaru wrażeń, których nie był w stanie przenieść na płótno. Ilość bodźców, jakimi bombardował go świat jednocześnie fascynowała go i przerażała. Widział ostre kontury, zmrużył oczy, unikając kontrastowych barw i chłonął przyjemne aromaty. W pamięci wędrował wokół szczelin i konturów, tworzących jego świat. Niekiedy miał wrażenie, że poszerza się on każdego dnia, ale bywały momenty, kiedy czuł, jakby nie istniało nic.
Dzisiaj jego świat miał się zmniejszyć. W pamięci notował szczegóły przydatne w przyszłości, gdyby chciał to kiedyś odtworzyć. Hogwart, dom, szkoła, miejsce, które miał już dzisiaj opuścić, aby wejść w inną fazę. Stworzyć nowy wiek o innych priorytetach i celach. Odnaleźć głębię sztuki, własnej twórczości. Wiedział, że do tego będzie usilnie dążył, ale realizację planów utrudniało mu dziwne poczucie osamotnienia. Czuł je od ostatniej rozmowy z Rose i nie mógł się od niego odciąć. Próbował wyciszyć się w świecie harmonijnej sztuki, ale tym razem nawet to nie wystarczało. Zostało mu tylko jedno - próba znalezienia kogoś innego, kto mógłby być jego ostatecznym bodźcem, kto sprowokowałby go do twórczego działania.
- Easy, jesteś tu? - krzyknął z dołu James.
Adams otrząsnął się z zadumy, rozglądając wokół. Czas wrócić do ponurej rzeczywistości, zdecydował niespodziewanie.
- Chodźcie! - odpowiedział równie donośnym głosem.
James i Ryan powoli weszli na wieżę, narzekając na ilość schodków, które musieli pokonać. Małe stopnie były wyjątkowo trudnymi przeciwnikami w marszu na górę.
- Myślałem, że nigdy nie dojdziemy - wymamrotał James, gdy stanął na szczycie i rozglądał się wokół.
- Ja byłem tego pewny - prychnął Ryan, opadając na fotel. Oddychał ciężko, sapiąc i mamrocząc pod nosem przekleństwa.
- Nie wiem jak wy, ale ja nadal nie mogę uwierzyć, że to koniec - zaczął James. Usiadł na niedużej sofie obok Easy'ego. Mebel ten natychmiast przypomniał mu o Natalie, z którą często się tu spotykał. Kochali się i rozmawiali do wschodu słońca. Zawsze poprawiło mu to humor, a teraz było miłym wspomnieniem.
- Czas nigdy nie stoi bezczynnie - odpowiedział poetycko Easy, szczerząc się jak wariat. - A nam z każdą sekundą przybywa lat.
- Lat? - zdziwił się Ryan. - Chyba wypaliłeś o jednego skręta za dużo.
- Kiedyś dowiesz się, co miałem na myśli - odparł z wyższością Easy.
James z trudem powstrzymał się od parsknięcia śmiechem, patrząc na przyjaciół. Mieli zbyt różne charaktery, aby mogli dojść do porozumienia, a mimo to przeżyli siedem lat w zgodzie, nie uznając kompromisów. Powodowało to u niego przypływ dumy i tęsknoty. Wiedział, że to koniec. Nie będzie więcej denerwowania Irytka, wymykania się do Hogsmeade, palenia w dormitorium czy wyganiania kolegów, aby zyskać pusty pokój. To wszystko się skończyło, a jemu pozostało po tym pamiątka - przyjaciele, na których mógł liczyć.
                                                                   ***

Serena zajrzała do ostatniego przydzielonego przedziału. Zajmowali go pyzaci trzecioklasiści, którzy głośno dyskutowali o ostatnim ligowym meczu qudditcha. Ostro dyskutowali, ale przerwali, gdy dostrzegli ją w drzwiach przedziału. Serena jednak tylko pokręciła głową, wycofując się do korytarza. Właśnie skończyła swój ostatni obowiązek, czego była boleśnie świadoma. Przeszła w kierunku przedziału przeznaczonego dla prefektów, gdzie znalazła nauczycielkę, której przekazała odznakę. Okręciła ją kilka razy w dłoni zanim się z nią rozstała. Teraz miała należeć do kogoś innego, kogoś zajmującego jej miejsce i pełniącego obowiązki, kto dowie się o tym zaszczycie za ponad miesiąc. Pewnie się ucieszy, pomyślała z nostalgią. Miała cichą nadzieję, że sowa przyniesie ją Rose albo Chelsea, ale nie za zamierzała nikomu o tym mówić.
Gdy otworzyła drzwi do przedziału, zajmowanego przez przyjaciół rozmowy ucichły. Poczuła na sobie pięć różnych spojrzeń. W oczach Jamesa płonęła miłość i oczekiwanie, które kojarzyło się jej tylko z jednym. Wzrok Elizabeth był dziwnie obojętny, a Glorii odległy, jak gdyby znajdowała się dalej niż w rzeczywistości. Co myśleli Easy i Ryan nie wiedziała i nawet nie próbowała zrozumieć. Dotąd nie udało im się nawiązać żadnej nici porozumienia i nic nie wskazywało, aby to miało się zmienić.
- Coś się stało? - zapytała siadając obok James przy oknie. Chłopak uśmiechnął się do niej, nic nie mówiąc.
- Tak tylko sobie gawędzimy - wtrąciła Gloria, bawiąc się włosami Ryana, którego głowa spoczywała na jej kolanach.
- O czym? - zapytała z ciekawością.
- Że to niewiarygodne, że siedzimy tutaj razem w przedziale, a ty i James weźmiecie niedługo ślub - odpowiedziała spokojnie Elizabeth, kartkując gazetę dla nastoletnich czarownic.
Serena poruszyła się niespokojnie, słysząc odpowiedź przyjaciółki. Fakt siedzenia z Fairchildem i Adamsem jej również wydawał się czystą abstrakcją. Nie mieli nic wspólnego, a wszelkie próby rozmowy z jej strony zawsze kończyły się niepowodzeniem. Jednak myślała o Jamesie, którego obecność traktowała jak coś zupełnie naturalnego. Wydawał się jej naturalną częścią świata. Chciała już zawsze z nim być, ale nie sądziła, że muszą się spieszyć ze ślubem. Dopiero co się zaręczyli i mieli czas.
- Ślub będzie w odpowiednim czasie - odpowiedziała ku swojemu zaskoczeniu. Nie zdawała sobie sprawy, że mówi głośno swoje myśli.
Dostrzegła wzburzone spojrzenie Jamesa i domyśliła się że nie spodobały mu się jej słowa. Wcale jej to nie zdziwiło. James nie znosił stagnacji. Nie miał cierpliwości i nie znosił czekać, więc nie zamierzał kryć swojego zniecierpliwienia w związku z długimi zaręczynami, o których tak naprawdę nigdy nie rozmawiali. Sam ślub zaś widzieli zupełnie inaczej, chociaż obydwoje bardzo go pragnęli. Chcieli być razem, nie mieli wątpliwości, ale inaczej pojmowali wspólne życie, co nie sprzyjało tworzeniu planów.
- Czas na nikogo nie czeka. - Uniosła głowę, słysząc filozoficzną uwagę Easy'ego, który pozornie nie brał udziału w rozmowie jednak jego wypowiedzieć świadczyła o czym zgoła innym.
- Dobrze wiecie, że możemy nieco poczekać - zaczęła cichym głosem. - Teraz będą wakacje, a później egzaminy przygotowawcze na kurs dla aurorów, do których powinniśmy się przyłożyć.
- Serena, to właśnie jest świetny czas na ślub. Każdy ma trochę czasu, a my dużo chęci, więc wszyscy nam pomogą. Co do egzaminów  - zmrużył oczy - chyba o tym rozmawialiśmy.
Przez głowę Sereny przemknęło wspomnienia ich kłótni, których bynajmniej nie nazwałaby rozmowami. Zaczęło się już dawno, w szóstej klasie. James początkowo nie dowierzał, że ona naprawdę chce zostać aurorem. Myślał, że to tylko słowa, a rzeczywistości wybierze równie prestiżowy, ale znacznie bardziej bezpieczną profesję magomedyka. Nie miała pewności, lecz przypuszczała, że James w głębi duszy sądzi, że ona nie nadaje się do tej pracy, że jest zbyt miękka i nie da sobie rady. A może po prostu chciał ją chronić? Kochała go, ale wiedziała, że nawet dla niego nie poświęci swoich marzeń.
- Rozmawialiśmy - potwierdziła. - Jednak nie doszliśmy do porozumienia.
Uśmiech zamarł na jego ustach, gdy usłyszał stanowcze słowa dziewczyny. Serena kręciła lekko głową, a w jej oczach błyszczało zdecydowanie. Często ulegała innym i nie mówiła głośno swojego zdania, ale gdy już coś postanowiła, wytrwale trwała w podjętej decyzji. James kochał to w niej. Jednak w obecnej chwili wyjątkowo ciężko było mu zaakceptować jej wybór.
Popatrzył po przedziale, szukając wsparcia u przyjaciół. Ryan jednak patrzył tylko z kpiącym uśmieszkiem, który James miał mu ochotę błyskawicznie zetrzeć z twarzy, a Easy znowu zajął się swoją kartką, całą uwagę koncentrując na jakimś szkicu. Na koleżanki Sereny też nie miał co liczyć. Elizabeth kiwała głową, zgadzając się z decyzją koleżanki, a Gloria tylko gładziła włosy Ryana.
James zacisnął zęby, chwytając dłoń narzeczonej. Nie zwracał uwagi na jej protesty, tylko wyciągnął ją z przedziału. Głośno zatrzasnął harmonijkowe drzwi i pociągnął ją dalej. Pierwsze trzy przedziały były zajęte, a w czwartym siedziało dwóch chłopców zajadających się Czekoladowymi żabami. James popatrzył na nich znacząco.
- Możecie nas na chwilę zostawić? - zapytał obcesowym tonem. Dzieci popatrzyły na siebie. Jeden z nich chciał zaprotestować, ale drugi szepnął coś do niego. Po chwili obydwaj bez słowa opuścili przedział.
- James, to było niegrzeczne - zarzuciła mu Serena, opadając na siedzenie. - Oni mieli prawo tu siedzieć, a my mogliśmy porozmawiać na korytarzu.
- Może i moglibyśmy, ale kto powiedział, że my będziemy rozmawiać? - zapytał bezczelnie.
Popatrzyła na niego z zaskoczeniem, chciała odpowiedzieć, ale szybko zamknął jej usta pocałunkiem. Jego wargi miały upajający smak czekolady, którą wcześniej wkładała mu do ust. Pamiętała wyraz jego twarzy, gdy karmiła go smakołykiem. Teraz miała okazję smakować jego. Oddała pocałunek, mocniej przysuwając się do niego. On jednak nie spieszył się. Całował ją powoli. Uwodził każdą sekundą i westchnieniem. Delektował się dotykiem jej warg, każąc czekać na ciąg dalszy i nie dając myśleć. Teraz mogła tylko czuć, dotykać i kochać. Jęknęła, czując jego język na swoich wargach. Wplotła ręce w jego włosy. W tej chwili nie potrzebowała nic i nikogo oprócz niego.
- Serena - wyszeptał między pocałunkami, niespodziewanie się odsuwając. - Może teraz porozmawiamy?
Dopiero teraz dziewczyna zdała sobie sprawę, że padła ofiarę manipulacji. James próbował ją uwieść pocałunkami, aby zrezygnowała ze swoich planów i bezwiednie mu się poddała. Nie sądziła, że jest zdolny do takich metod, ale teraz nie miała nawet cienia wątpliwości.
- James, to było co najmniej poniżające - warknęła, wstając. Nie wiedziała, co zrobić, powiedzieć. W jej głowie kołatała się tylko jedna myśl, aby jak najszybciej stąd wyjść. Nie musieć patrzeć na jego twarz i zapomnieć o wyrachowanych metodach.
- Poczekaj! - warknął. Chwycił jej rękę. Chciała pisnąć, że to boli, krzyknąć, aby przestał, ale słowa zamarły w jej gardle na widok jego twarzy. W oczach miał ból, a usta zaciśnięte w gniewnym grymasie. - Myślisz, że mnie się to podoba? Nie, chciałbym, abyś spełniała swoje marzenia, abyś była szczęśliwa, ale za jaką cenę? Chcesz się narażać? Chcesz zginąć na jakiejś misji i zostawić mnie samego? Jeśli tak to proszę bardzo droga wolna, nie będę się zatrzymywał.
Puścił ją raptownie. Usiadł przy oknie i patrzył na krajobraz, który prędkość pociągu zmieniła w rozmywającą się plamę. Na jego posępnej twarzy nie malowały się żadne uczucia. Serena spojrzała na niego z zaskoczeniem. Słowa, które wypowiedział były dla niej kompletnym zaskoczeniem. Najwyraźniej na swój sposób próbował ją chronić.
- James. - Usiadła koło niego. - James, dlaczego myślisz, że coś może mi się stać?
- Sereno, praca aurora to nie zabawa - odparł bezbarwnym tonem, unosząc głowę. - Żyjemy w bezpiecznych czasach. Jednak zawsze tam gdzie jest dobro, za rogiem czai się zło. Teraz tym złem zajmują się aurorzy i ich praca polega na ochronie społeczeństwa. Są najbardziej zarażeni na ryzyko, nie rozumiesz?
- Nic mi się nie stanie. - Uniosła jego głowę. Patrzyła w orzechowe oczy i pokręciła głową. - James, wszystko będzie dobrze. Jak chcesz, to powiem ci naszą wspólną przyszłość. Spędzimy razem świetne lato, skończymy kurs aurorski, weźmiemy ślub i będziemy mieć gromadkę dzieci.
- Ja po prostu nie chcę, żeby coś ci się stało.
Przytulił ją. Teraz czuła mięśnie jego klatki piersiowej i słyszała każde uderzenie serca. Mogłaby tak siedzieć z nim całą wieczność i nigdy nie miałaby dosyć. Kochała go i dlatego teraz usilnie próbowała zabić jego lęki. Nie chciała, aby się o nią bał, ale nie mogła zrezygnować z własnych marzeń. Zresztą, ich pragnienia były podobne - obydwoje chcieli robić to samo, więc mogliby spędzać razem jeszcze więcej czasu.
- Myślisz, że ja się nie boję? - spytała cicho, nie podnosząc głowy. - Boję się, że coś ci się stanie, że mnie zostawisz, że kiedyś coś pójdzie nie tak?
- Nie powinnaś - zapewnił gorliwie, głaszcząc je włosy. - To się nie zdarzy. Zaufaj mi.
- Ty mi też! - Poderwała się gwałtownie. Pokręciła głową, a jej włosy zafalowały. Patrząc na jego twarz, zdała sobie sprawę, że wie, co muszą zrobić, aby zniknęły ich wszystkie obawy i lęki.  - James, będzie dobrze. Jak mówiłam, po wakacjach rozpoczniemy kurs aurorski, ale wcześniej weźmiemy ślub...
- W wakacje? - Nie ukrywał zdziwienia, słysząc jej słowa.
Kiwnęła głową. Teraz już wiedziała, że chce tego jak najszybciej. Wciąż miała milion różnych obaw, a lęki pojawiały się w chwilach samotności, ale zamierzała z nimi walczyć. Nagle zwłoka wydawała jej się głupim pomysłem. Kochali się, pragnęli wspólnej przyszłości, więc po co czekać? Mogli to zrobić. Już niedługo rozpocząć wspólne życie.
- Po co czekać? - spytała ze śmiechem, zarzucając mu ręce na szyję.
____________________________________________________
Minął miesiąc. Strasznie długo, ale rozdział jest zadziwiająco długi i miesiąc to wcale nie tak długo, nieprawdaż? W każdym razie staram się pisać regularnie. Możecie się też czegoś spodziewać za jakieś dwa tygodnie - mała forma uczczenia pełnoletniości. Odnośnie rozdziału powiem jedno słowo - przejściówka. Musiałam jakoś wybrnąć z Hogwartu. Teraz akcja powinna nieco przyspieszyć. 
A z przysłowiowej innej beczki to nadal jestem pod wrażeniem finału PLL. Moje Spoby <<333 Wiedziałam, że Toby nie może być tak jednoznacznie zły. Teraz będę niecierpliwie czekać do czerwca na czwarty sezon. W międzyczasie polecam Wam Internat - genialny serial, który ostatnio pochłonęłam jednym tchem, a teraz została mi pustka. Bardzo wciągający i te ponadgodzinne odcinki. Istny raj dla widza. Nie wspomnę już o Marcosie i Ivanie, od których oczu wprost się nie da oderwać. Ech, potrzebny mi odwyk od seriali, bo niedługo się przez nie wykończę. 
U Was też jest tak piekielnie zimno?
P.S. Pomimo obietnic nie nadrobiłam jeszcze wszystkich zaległości na Waszych blogach. Zaczęłam, ale idzie mi powoli. Nie chcę pisać pustych opinii, a na coś więcej potrzebuję trochę czasu. Jednak we wtorek zaczynam przerwę świąteczną, jako że środę zrobili w mojej szkole wolną, więc na pewno znajdę czas na czytanie. 
P.S.2: Wreszcie odpowiedziałam na Liebster Award. Trochę to trwało, ale cóż. Moje odpowiedzi znajdziecie tutaj.
Do napisania!

25 komentarzy:

  1. Jestem pierwsza! :D Rozdział ŚWIETNY! Serena aurorem? Szczerze mówiąc, też jej sobie nie wyobrażam, ale może... ;) Postaram się wytrzymać dwa tygodnie, ale twoje opowiadanie potwornie wciąga!

    OdpowiedzUsuń
  2. Serena może i nie jest bardzo dobrym materiałem na aurora, jednak James nie powinien jej tego zabraniać. Jeśli ją kocha powinien się z tym pogodzić i wspierać ją najmocniej, jak się da. Martwię się trochę o Elizabeth, bo w całym opowiadaniu jest jej trochę mało. Wspominasz ją jedynie, jako przyjaciółkę Sereny, ale sama nie miała jakiegoś większego udziału (romansu, czy choćby przygody). Szkoda, bo wydaje się być interesującą postacią. Ciekawe, dlaczego Ryan tak nagle zainteresował się Natalie, przecież to, że zamieszka z Easy`m nie powinno być dla niego problemem.
    Cóż mogę, wiec powiedzieć. Rozdział dobry, nawet bardzo i strasznie się cieszę, że ponownie wplotłaś naszą Angelique, już myślałam, że zapomniałaś o niej. Czekam na więcej z wielką niecierpliwością.
    Ja też wiedziałam, że Toby nie może być zły, on musi być ze Spencer!
    Pozdrawiam i życzę weny, Ruda. [oszukac-los]

    OdpowiedzUsuń
  3. Sceny trochę przesłodzone, nie lubię takich. Brak Rose, ale przynajmniej rozdział długi c;

    OdpowiedzUsuń
  4. Po nadrobieniu wszystkich rozdziałów tego opowiadania, które do tej pory się ukazały, muszę w końcu zabrać się za napisanie choćby krótkiego komentarza, bo zamierzam zostać całą czytelniczką.
    Po pierwsze powiem trochę od siebie o stronie technicznej Twojej historii, bo przy takiej ilości tekstu, którą do tej pory opublikowałaś, gra ona dość znaczącą rolę. Bardzo, ale to bardzo drażni mnie drobny szczegół - nie justujesz tekstu. To taki trochę kosmetyczny zabieg, ale również moje małe zboczenie, bo jestem dosłownie uczulona na ten fakt i robię z siebie jego samozwańczą strażniczkę. Tekst się justuje i tyle, polecam Ci to. Lubię Twój styl, bo jest dość lekki, płynny, choć oczywiście czasem zdarza mu się kuleć, ale nikt nie wymaga od Ciebie absolutnej perfekcji, więc ja również wymagać nie będę, zwłaszcza, że samej mi do niej bardzo daleko. Niestety nie widzę, żebyś się rozwijała, bo nawet jeśli starasz się wprowadzić jakieś urozmaicenie w fabule, to ciągle wszystko kręci się wokół głównego tematu - słodkiej miłości wśród wybitnie niedojrzałych nastolatków, bo właśnie tak odbieram Toich bohaterów. W ogóle trochę dziwna wydaje mi się Twoja ogólna wizja Hogwartu i jego uczniów - bardziej niż na nauce większości zależy na znalezieniu sobie chłopaka/dziewczyny tudzież na seksie, który owszem, może stanowić dla kogoś ważną część życia, ale Hogwart zawsze wydawał mi się dość konserwatywną szkołą, w której owszem, pozwalano uczniom na niektóre wybryki, ale tutaj wszyscy się macają po kątach i sekszą. Zrobiłaś z tego opowiadania trochę taką operę mydlaną i szczerze powiedziawszy, na Twoim miejscy zastanowiłabym się, czy po tylu rozdziałach nie nadszedł najwyższy czas, by pomyśleć o zakończeniu i po prostu w ciągu kolejnych, powiedzmy 10 rozdziałów definitywnie zakończyć tę historię. Brzydulę pamiętam jeszcze z Onetu - wtedy było, moim zdaniem, lepiej, bo teraz całkowicie odeszłaś od tematu. Owszem, Brzydula zmieniła się w pięknego łabędzia, ma chłopaka, zaręczyła się (choć jeszcze szkoły nie skończyła, a podobno taka rozsądna) i co dalej? Coś tam się pojawiają jakieś drobne problemy, ale miłość wszystko bagatelizuje i zwycięża, coś tam wzmianka o tym, co po szkole się pojawia, ale to wciąż za mało. Może warto by dokończyć Brzydulę raz na zawsze, przedstawić czytelnikom Twoją wizję przyszłości Sereny, Jamesa i całej reszty przyjaciół Królika i na tym poprzestać? Szczerze powiedziawszy to z każdym kolejnym rozdziałem mam ochotę zapytać: a kiedy jakaś odmiana? Niech oni w końcu naprawdę dorosną, skończą Hogwart, niech pojawią się prawdziwe problemy, a nie tylko miłosne rozterki, którym poświęcasz zdecydowanie zbyt wiele uwagi nie wprowadzając praktycznie żadnego wątku poza nimi. Mniej cukru, więcej powagi, a przy tym zachowania umiaru - tego Ci serdecznie życzę, a przy tym jeszcze kolejnych rozdziałów (i może rozpoczęcia kolejnej historii?).
    Pozdrawiam i życzę dużo, dużo weny oraz chęci do pisania!
    Frankie [w-proch]

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo przyjemny rozdział. Pasujący podkład. Nigdy nie moge sobie wyobrazić jak czują się uczniowie opuszczający Hogwart i wkraczający w dorosłe życie.
    Serena aurorem? Trochę dziwne i nieco nieprawdopodobne, ale ciekawe. Moim zdaniem jej pasowałaby jakaś spokojna praca.
    Rzuciły mi się dwa błędy:
    -w jednym miejscu masz "si" zamiast "się"
    -"Jednak jednak myślała o Jamesie" - jedno "jednak" mniej
    Bardzo wciągnął mnie rozdzialik. Sadzę, że warto było na niego trochę poczekać.
    Smacznego jajka
    życzy Tośka.

    Ps. Jeśli dostanę lufę z testu, to będzie twoja wina. Szczególnie, że to ważny test, na który w tym momencie powinnam się uczyć. (Kto wymyślił testy przed samą Wielkanocą?)

    OdpowiedzUsuń
  6. Trafilam na Twojego bloga w grudniu 2012 i niemal z zapartym tchem czytalam rozdzial po rozdziale. Byly momenty gdy mi sie podobalo, byly tez takie ktore calkowicie bym zmienila, lecz mimo wszystko - wciagnelas mnie. Przez dlugi czas codziennie wchodzilam z nadzieja ze moze dodalas kolejny rozdzial, az do poczatku lutego, kiedy to kompletnie stracilam wiare. Wczoraj, od niechcenia, zajrzalam tu i ... Niespodzianka! 2 nowe rozdzialy! Jest swietnie, piszesz cholernie dobrze. Umiesz pieknie dobierac slowa. Czekam na wiecej wiecej i wiecej
    xxx

    OdpowiedzUsuń
  7. James Syriusz Potter jest typem mężczyzny, którzy za wszelką cenę chcą chronić swoją kobietę. I to jest cudowne, lecz powinien wyczuć pewne granice. Nie może być tak, że on za wszelką cenę będzie chciał ją usadowić w jakiejś bezpiecznej pracy. No to zakrawa o kpinę. Nawet jeśli teraz się poddał to nie wierzę że tak będzie do końca. W końcu znowu James zacznie nalegać.
    Gdy kończy się jakiś etap nadchodzi nostalgia, której ja bardzo nie lubię. I ten rozdział wyjątkowo ciężko mi się czytało, ale wiem że i takie muszą być.
    Każdy z nas w końcu znajduje swoje miejsce na świecie. Wystarczy czekać i cierpliwie iść śladami, które zostawia nam życie.
    Matko po jednej książce Coelho zaczynam pisać jakieś farmazony.
    Kończę i czekam na kolejny rozdział, który mam nadzieję, że pojawi się szybciej :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Przyznam się bez bicia, że nie spodziewałam się rozdziału tak szybko. Zdążyłam się już przyzwyczaić do ponad miesięcznej przerwy, ale tak jest zdecydowanie lepiej. :D
    Podoba mi się postawa Jamesa, rozumiem, że martwi się o Serenę, ale - jak powiedziała - powinien jej zaufać. Związek, w którym dwoje partnerów nie darzy się zaufaniem i nie wierzy sobie nie ma sensu. Wiem, że Potter najlepiej by się czuł, gdyby miał wszystko pod kontrolą, no ale... nie można mieć wszystkiego.
    Zdziwiło mnie, że Natalie ma zamieszkać z Easym. W końcu byli przyjaciółmi, coś tam ich łączyło, ale tylko przejściowo, o ile dobrze się orientuję. Zawsze widziałam Adamsa u boku Rose Weasley. Jak wynikało z przemyśleń artysty - Rose była jego natchnieniem, przy niej mógł się skupić na sztuce. Wydaje mi się, że Easy zakochał się w Weasley na swój sposób, że mu na niej zależy i po pewnym okresie mieszkania z Natalie odkryje, że to nie przyjaciółka jest dla niego natchnieniem, że to nie na niej mu zależy, a wtedy dorośnie, tak jak James pod wpływem Sereny, i zawalczy o serce córki Hermiony i Rona.
    Ryan, Ryan... Nie wydaje mi się, żeby ten chłopak miał się kiedykolwiek zmienił. Wystarczy zobaczyć jego reakcję na wieść o tym, że Natalie i Easy mają zamieszkać razem. Tylko, w takim razie, szkoda mi Glorii, której zależy na nim, a jemu najwyraźniej nie tak bardzo, jakby tego przyjaciółka Wilson chciała. Odnoszę wrażenie, że Ryan jest zakochany w Natalie, ale nie dam za to głowy. Za tym chłopakiem jest ciężko nadążyć...
    Nie wierzę w to, że Angelique Zabini ma pokojowe zamiary. Ona miałaby się zaprzyjaźnić z chłopakiem, który ją zostawił dla innej? Śmierdzi mi to na kilometr, a nawet i więcej. Czyżby zamierzała namieszać? Zniszczyć uczucie Sereny i Jamesa? Oby nie! Ale po Ślizgonach można się wszystkiego spodziewać...
    HUEHUEHUEHUE. Ciekawa jestem, jak rodzice Pottera i Wilson przyjmą wieść o tak szybkim ślubie. Sereno, a może ty w ciąży jesteś? Zapowiada się ciekawie, nie ma co. Mam tylko nadzieję, że do uroczystości dojdzie i nic jej nie przeszkodzi. Chodzi mi tu głównie o pewną ciemnowłosą absolwentkę Domu Węża.
    Taak, u mnie też jest tak przeraźliwie zimno. Pierwszy dzień wiosny przywitałam z bałwanem, zamiast z marzanną. Przez pewien czas się obawiałam, że Wielkanoc będzie biała... Na szczęście śnieg powoli topnieje, co nie oznacza, że się ociepla. Słyszałam też, że podobno wiosny i jesieni ma nie być w ogóle, tylko lato i zima, ciepło i zimno. Mam nadzieję, że to tylko głupie pogłoski i niedługo wszystko się unormuje.

    Życzę wesołych świąt wielkanocnych! :)

    Pozdrawiam. <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Cześć. Zapraszam do zapoznania się z pierwszym rozdziałem na blogu http://www.corkaczasu.blogspot.com/ Mam nadzieję, że spodoba Ci się ta historia. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Na początek dziękuję, że znalazłaś czas, by odwiedzić mojego bloga :]

    Ale ten czas szybko leci, ani się obejrzeć, a już koniec. Ale to wcale nie oznacza końca wszystkiego, rzecz jasna! Coś się kończy, a coś innego zaczyna. Reakcja Angelique jest dla mnie trochę podejrzana, no ale chyba nie pozostaje nic innego jak zaczekać co z tego wyniknie. Żal mi za to Statforda, zakochał się nieszczęśliwie i może liczyć tylko na przyjaźń Sereny. Chcąc nie chcąc niejako wyszedł z tego trójkąt, ale nie wnikam. Może będzie jeszcze szczęśliwy. Czy mi się tylko wydaje, czy aby Ryan poczuł do Natalie coś głębszego aniżeli pożądanie? Czyżby kolejny, legendarny casanova Hogwartu miał się ustatkować? Mhm, lubię śluby, mają w sobie coś urzekającego i na swój sposób są także romantyczne :)

    Pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na następny :]

    Ps. Co do mojego opowiadania, no cóż niektóre Twoje wnioski są słuszne :D

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja nie mogę normalnie przeżyć, ze nie połączyłąś Easy'ego z Rose ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, jeszcze jeszcze wszystko stracone;D Na pocieszenie dopiszę, że co się odwlecze, to nie uciesze, jak mówi stare porzekadło.

      Usuń
    2. Daj Boże, bo już załapałam masakrycznego doła! Pamietam, ze nawet w ankiecie wyszło, że większość czytelników chce, zeby byli Oni razem!
      Nie myslałaś o tym, aby stworzyć odrębną historię z tą parą? Bo wiesz, rozemocjonowana Rose i wiecznie bujający w obłokach + jakiś facet stający na drodze do serca Rose i..... masz genialną historię! :D
      Pozdrawiam i proszę, zebyś jeszcze się zastanowiła nad ich romansem (dogłębnie) :D

      Agata vel Casiopeja (pamiętasz mnie jeszcze?)

      Usuń
    3. Nie wykluczam ich ponownego zejścia się, ale... No, ale wszystkiego przecież teraz nie zdradzę wszystkiego. biorę oczywiście przy pisaniu opinię czytelników i w sumie dzięki ich opinii R&E byli(są/będą) razem tak długo. początkowo to miał być tylko epizod, flirt.
      Odrębna historia o nich? Hm, o tym to jeszcze nie pomyślałam, chociaż obiecuję się zastanowić.

      Jezu, to ty? Aż nie mogę uwierzyć;D Oczywiście, że pamiętam. Jak mogłabym zapomnieć? Pewnych ludzi się nie zapomina;))

      Usuń
  12. To się zastanawiaj, ale plisss tylko szybko ;)!
    Nie wiem dlaczego, ale ta para od samego początku przypadłą mi do gustu. Być może spowodowane było, to tym że na onecie był jeden wielki przesyp pary Rose/Scourpius? - chociaż, to połączenie też bardzo lubie :)
    Pamiętam, ze w jednym z rozdziałów Easy zwrócił się bezpośrednie do Rose, a ją chyba (?) zamurowało i to właśnie ten moment zadecydował o tym, ze tak bardzo polubiłam te historię :)

    Tak, tak to ja! :)
    Chyba nie myślałaś, ze Ci odpuszcze, co?

    Casiopeja :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że przypadło Ci do gustu to połączenie;) Początkowo nie byłam do nich razem przekonana, ale teraz bardzo ich lubię. po części dzięki Tobie.

      Nie, miałam nadzieję, że jeszcze tu zajrzysz, aby przeczytać o R&S ;)

      Usuń
  13. Spokojnie, a Nich też będę czytać ..... pod warunkiem, że i tak R będzie w końcu z Easy'm ;)

    Casiopeja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak bez spoilerów, to napiszę, że planuję sporo happy endów, więc... Więc cicho-sza.

      Usuń
    2. Zgadzam się z Casiopeją.
      Rose i Easy są sobie przeznaczeni.
      [h8erka]
      WhoCares (niegdyś Fly)

      Usuń
  14. Już dawno przeczytałam rozdział, ale dopiero dziś wzięłam się za skomentowanie. Cóż, dla mnie był bardzo wzruszający. Serena przeżyła tam w końcu siedem lat swojego życia, spotkała swoją miłość, zmieniła się, to pewnie dla niej trudne tak odejść, ale cieszę się,że będziemy mogli poznać losy bohaterów po Hogwarcie, każdy wiedział że to w końcu najdzie ;) Jezu ty też kochasz Spoby ? <3333 Ryczałam jak nie wiem, kocham Toby'ego ponad życie i normalnie nie mogłam, szczerze mówiąc zawsze wiedziałam, ze jest dobry, nie zwątpiłam w niego To było takie romantyczne i piękna <3 I ta pioseeenka! Boże zakochana jestem w nich, że ja nie mogę, moja ulubiona para ever ;D <33333 A Internat oglądałam, ale pierwsze dwa sezony! Muszę nadrobić, bo Marcus i Ivan są boscy, to prawda ^^ Ale jest strasznie dużo tajemnic, więc wezmę się za to, choć raczej nie oglądam hiszpańskich seriali ;D Ale ten jest wyjątkowy ;p A wracając do bloga, to czy tylko ja chcę Scorpiusa i Rose? Hahah, szczerze mówiąc, to nie mogę się zdecydować pomiędzy nim a Easym, oboje są świetni ;) Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, ja też jestem Team Scorpius hahahha ;D Nie zostawiaj nas Muniette bez Scorpius/Rose :)

      Usuń
  15. wspaniały blog!
    zapraszam serdecznie do mnie :D
    http://mybooksmylife.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  16. Odzyskałam dzisiaj wolność i pierwsze co zrobiłam, to przeczytałam zaległe rozdziały. Są po prostu wspaniałe. Już zapomniałam, że ta historia potrafi aż tak przyciągać. Aż mam ochotę przeczytać wszystko od początku. :)
    Czekam z niecierpliwością na nowy rozdział, a szczególnie na ich ślub, bo mniemam, że to będzie główną tematyką następnej części. Ciekawa jestem, jak to się wszystko potoczy. Mam nadzieję, że będą nareszcie żyli długo i szczęśliwie. W końcu im się należy, tyle przykrości ich spotkało w życiu. Szczególnie Serenę, a James jest zbyt cudowny, żeby w dalszym życiu mu się nie poszczęściło. :)
    Cieplutko pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  17. kiedy nn ? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powoli, powoli się piszę;) Nie zostawiłam bloga.

      Usuń

Szablon wykonała Nikumu
dla Zaczarowanych Szablonów.