14 lutego 2021

Wszystko dla Lily: 13. Początek wakacji

Zatłoczony peron na dworcu King's Cross nieodmiennie przytłaczał Lily. Tego czerwcowego dnia, gdy powoli wysiadła z pociągu, wyciągając swój kufer na peron, wcale nie miało być inaczej.  Mnóstwo rodziców, krzyczące rodzeństwo i głośny świst lokomotywy kojarzyły jej się zawsze z nerwowym oczekiwaniem. Zawsze przyjeżdżała tu by za czymś tęsknić - w Hogwarcie tęskniła za swoją rodziną, a w domu za magią i światem czarów. Wewnętrzne rozdarcie potęgowało poczucie, że to już niemal koniec - ostatnie wakacje przed siódmą klasą, po której miało nastąpić nieuchronne spotkanie  dorosłością. Nie czas, o tym teraz myśleć, zganiła się sama w myślach.

Przeszła z kufrem kilka kroków dalej, nie chcąc blokować przejścia i szukając twarzy rodziców. Zwykle byli bardzo punktualni, ale przebywanie tutaj zawsze stanowiło dla nich spore wyzwanie. Uwielbiali panującą tu atmosferę i Lily z powodzeniem mogła sobie wyobrazić, że stali gdzieś z boku, przyglądając się oryginalnym strojom i przedmiotom czarodziejów. Tak, jej rodzice zdecydowanie byli bardzo zafascynowani magią.

Rozejrzała się po peronie. Większość jej znajomych trafiła już w bezpieczne objęcia rodziców. Mary tonęła w objęcia kilku młodszych sióstr, Marlena szła w stronę wyjścia z dystyngowanym mężczyzną, zapewne swoim ojcem. Z prawej stronty Remus uśmiechał się do smutnej kobiety o  zmęczonej twarzy, a tam dalej... Lily zmrużyła oczy, dostrzegając Jamesa wymieniającego uściski ze starszym panem o równie poczochranych włosach. Ciekawe, czy to jego rodzice, a może dziadkowie?, pomyślała. Przesunęła się w prawo, chcąc mieć lepszy widok, gdy niespodziewanie na kogoś wpadła.

- Na Merlina, bardzo przepraszam! - wykrzyknęła pospiesznie.

Kobieta nie wyglądała jednak na urażoną, tylko mocno zmęczoną życiem. Ciemne włosy pozbawione blasku zwisały smętnie po obydwóch stronach głowy, a blada twarz wyglądała dziwnie niezdrowo. 

- Pani Snape - wyjąkała Lily, przełykając ślinę, gdy zdała sobie sprawę, że ma przed sobą matkę Severusa.

- Miło cię widzieć, Lily. Strasznie dawno cię nie widziałam - powiedziała pani Snape, po czym uśmiechnęła  do dziewczyny.

Lily zaś kiwnęła głową, próbując znaleźć w głowie odpowiednie słowa. Znała panią Snape z czasów, gdy Sev... Snape był najważniejszą osobą w jej życiu. Zawsze dziwiło ją wtedy, jak tak oschła kobieta mogła wychować tak wrażliwego i pełnego empatii syna. W domu rodzinnym Snape'ów było bowiem mało miłości, a jeszcze mniej wzajemnego szacunku. Późniejsze wydarzenia pokazały jej jednak, że tak naprawdę mało go znała. 

- Tak, trochę się pozmieniało - odpowiedziała w końcu Lily, odpowiadając bladym uśmiechem. 

Nie wiedziała, co Snape powiedział matce o ich kłótni, a nie chciała sama zaczynać tego tematu, powodując lawinę pytań. Głęboko zakorzenione poczucie lojalności sprawiało też, że pomimo fiaska ich przyjaźni, nie chciała mu przysporzyć problemów w i tak skomplikowanej relacji z matką.

Co prawda, w czasach gdy jeszcze rozmawiali, on sam nigdy nie mówił o Eileen i tym, jak boli go jej bierność wobec ojca, ale musiałaby być ślepa, aby nie dostrzec. Wiedziała to i nie naciskała, licząc, że wie, że ma w niej oparcie, niezależnie od tego wszystkiego.

Teraz jednak stojąc koło pani Snape czuła, że w sumie nie wie, co powinna zrobić – zapytać o pogodę? Zagaić o wakacjach? A może wystarczyłoby się przywitać i po prostu odejść w swoją stronę? Na to ostatnie Lily miała największą ochotę, ale nie chciała wyjść na nieuprzejmą. W końcu to nie wina pani Snape, że jej syn zachował się niegdyś jak kretyn.

- Aż trudno uwierzyć, że został wam tylko rok w Hogwarcie.

Owszem, został tylko rok, ale tak by tego też nie ujęła. Hogwart był na tyle duży miejscem, że przy odrobine szczęścia i chęci mogli odnajdywać się w swoich częściach zamku. Czekał ją więc siódmy rok w szkole, tak jak i jego. Ale zdecydowanie nie czekał on ich razem.

Była ona.

I był on.

- Tak, czas leci bardzo szybko – odpowiedziała Lily.

- Pamiętam, jak sama chodziłam do Hogwartu i wszystko wydawało mi się takie odległe.

Kobieta uśmiechnęła się do swoich wspomnień, a jej wzrok się lekko zamglił. Po chwili zamrugała jednak i spojrzała na Lily.

- Mam nadzieję, że wykorzystasz, jak najlepiej swój ostatni rok w szkole, Lily. Miłych wakacji! – dodała pani Snape,  po czy czym uściskała lekko Lily i zniknęła w tłumie.

Tymczasem w głowie Lily niepokój mieszał się z rozczarowaniem. Z jednej strony krótka rozmowa z panią Snape mocno wytrąciła ją z równowagi. Nie lubiła niespodzianek, a to spotkanie zdecydowanie można by do nich zakwalifikować. Z drugiej… Była zapewne masochistką, ale podświadomie liczyła, że wysoka wychudzona postać z czarnymi włosami pojawi się koło matki, dając jej szansę na krótką rozmowę, bez konieczności brodzenia we własnej dumie. Teraz została jednak sama i nadzieja ta szybko się rozmyła.

- Lily!

Rozluźniła się, słysząc podekscytowane głosy rodziców i odwróciła się. Gdy utonęła w uściskach matki, wreszcie poczuła, jak schodzi z niej całe napięcie. Mocno przytuliła ją do siebie, a zapach magnolii, który nieodłącznie towarzyszył pani Evans przypomniał Lily o czasach dzieciństwa.

- Bez problemu trafiliście? – zapytała Lily, gdy matka wreszcie wypuściła ją ze swoich objęć, a ojciec z głośno cmoknął w czoło.

- Bez najmniejszych – zapewnił pan Evnas, nie przestając się rozglądać po peronie, co wywołało uśmiech na jej twarzy.

Świat magii zachwycał jej rodziców teraz równie mocno, co ponad sześć lat temu, gdy dostała swój pierwszy list z Hogwartu. Chociaż byli prostymi ludźmi, bezwarunkowo uwierzyli we wspaniałość czarów, a córkę czarownicę traktowali jako ogromny zaszczyt. Patrząc na nich Lily zawsze uświadamiała sobie, jak bardzo spowszechniała jej magia.

W Hogwarcie wszystko było magią. Znajdowała się ona w każdej ścianie, w każdym obrazie i każdym miejscu, które przychodziło jej do głowy. Tam używanie magii było równie naturalne, co oddychanie. Magia po prostu była. Nikt nie zastanawiał się nad tym, jakim to szczęściem jest bycie częścią tego niezwykłego świata.

- Lily, może też byśmy kupili ci ropuchę? – zaproponował pan Evans, nie odrywając wzroku od chłopca, który przeszedł obok nich z dorodną ropuchą pod pachą.

- Myślę, że to nie jest najlepszy pomysł – odparła ze śmiechem Lily, odgarniając włosy.

Wyszli z peronu i przeszli w stronę parkingu, gdy Lily niespodziewanie przystanęła, a rodzice spojrzeli na nią z zaskoczeniem.

- Jak… Jak Petunia? Co powiedziała na mój przyjazd?

Po spojrzeniach, jakie wymienili rodzice Lily szybko zorientowała się, że Petunia nie będzie zachwycona jej przyjazdem. Nie było to zaskakujące – zapewne powinna się do tego przyzwyczaić, co nie znaczy, że przez to w jakimkolwiek stopniu bolało mniej. Może po prostu do niektórych rzeczy, nie da się przyzwyczaić, pomyślała, Lily, gdy ruszyła z rodzicami w drogę do domu.

Odkąd poszła do Hogwartu Petunia zawsze stwarzała problemy w związku z jej przyjazdem ze szkoły. W wakacje po pierwszej klasie stanowczo odmówiła dzielenia pokoju z Lily, argumentując, że boi się zarazić dziwactwem, czego efektem stało się przymusowy remont i przygotowanie drugiej sypialni dla Lily. Niemal całe wakacje po drugiej klasie Petunia spędziła u dziadków, a jeszcze kolejne – na trzech obozach, których koszt zdaniem państwa Evans był stanowczo wygórowany, ale nie potrafili odmówić starszej córce.

Wszystko to bolało Lily, ale i tak nie tak bardzo jak wakacje po czwartej klasie, gdy Petunia ciągle sprowadzała swoje koleżanki i pokazywała im Lily palcem, mówiąc przesadnym tonem, że to jej młodsza siostra, która wróciła ze szkoły dla nastolatków o bardzo niskim ilorazie inteligencji z problemami emocjonalnymi. Słysząc te kłamstwa, Lily początkowo miała ochotę protestować, ale szybko zdała sobie sprawę, że było to zupełnie bezcelowe. Nie byłaby w stanie odwracać kłamstw Petunii, nie mogąc ujawnić prawdy o Hogwarcie.

Gdy wysiadła z samochodu przed domem, poczuła lekki skurcz w żołądku. Ojciec wziął kufer, a matka otworzyła drzwi, gestem wskakując, aby weszła do środka. Lily powoli ruszyła do przodu, dopiero w środku wypuszczając powietrz z płuc.

Weszła do salonu, gdzie Petunia leżała na kanapie, ostentacyjnie, kartkując jakiś magazyn. Być może Lily uwierzyłaby, że jej przyjazd nie zrobił na siostrze wrażenia, gdyby nie sztywno zaciśnięte szczęki i pobielałe kostki palców, które przerzucały kolejne strony ze zdecydowanie zbyt dużą siłą.

- Petunio, nie przywitasz się z siostrą? – zapytała pani Evans, wchodząc do salonu.

Lily widziała, że siostra przez moment się zawahała – wyraźnie widać było, że łatwiej jej przychodziło ignorowanie osoby siostry niż bezpośrednich poleceń ze strony matki. Petunia wstała i skinęła głową w kierunku Lily w geście, który równo mocno mógł uchodzić za powitanie, co za obelgę.

- Cześć – powiedziała Lily.

Nie zastanowiwszy się nad tym, chciała objąć siostrę, ale zrezygnowała w ostatniej chwili, poprzestając na wyciągnięciu ręki. Wiedziała, że Petunia nie będzie mogła uniknąć odpowiedzi na ten gest powitania w obecności matki i miała rację. Siostra z wyraźną niechęcią, jakby miała dotykać końskiego łajna albo ogona skunksa, ale wyciągnęła dłoń, ściskając rękę Lily.

- Miło, że wreszcie jesteśmy całą rodziną w komplecie – zachwyciła się pani Evans, patrząc na córki.

Lily kiwnęła głową na potwierdzenie słów matki, nie chcąc otwarcie kłamać, a zaciśnięta twarz Petunii wyraźnie świadczyła, że chciałby się w tej chwili znaleźć gdzieś daleko stąd.

Zapowiadają się naprawdę miłe wakacje, pomyślała Lily, szkoda tylko, że tak trudno w to uwierzyć.

 

 

Weszła do przedziału, chcąc znaleźć broszkę, która musiała wyślizgnąć się z siedzenia. Popatrzyła na siedzenia, delikatnie przesuwając po nim dłońmi. Gdzie to mogło się wyślizgnąć, pomyślała rozglądając się wokół. Jest! Dostrzegła ją na podłodze, więc schyliła się i zagarnęła się jednym płynnym ruchem. Teraz zamierzała szybko wrócić na peron, gdzie czekali na nią rodzice.

- Dorcas, możemy porozmawiać?

Dorcas zamarła w pół kroku, słysząc głos Syriusza. Zawahała się przez moment i to wystarczyło, aby chłopak zrozumiał jej zachowanie jako zgodę. Wszedł do przedziału zamykając drzwi do przedziału.

- Myślałam, że wszystko zostało powiedziane – powiedziała spokojnym głosem, z którego była dumna.

Spróbowała spiorunować go wzrokiem, ale nie było to potrzebne. Syriusz wyglądał wystarczająco nieswojo z zaciśniętymi szczękami i rękami wciśniętymi w kieszenie przetartych jeansów.

Wydaje się zdenerwowany, a jednak wcale nie mniej pociągający przemknęło jej przez myśl, ale szybko się zmitygowała. Jego cholerne włosy i te ciemne oczy nie powinny tak na nią wpływać.

- Chciałem się tylko upewnić, że mimo… Że mimo, że nam nie wyszło, że możemy nadal się przyjaźnić.

Przez moment chciała kazać mu się wypchać. Powiedzieć, że jej złamane serce (jak i połowy dziewczyn w Hogwarcie) to wystarczający powód, aby nie tylko się z nim nie przyjaźnić, ale też na zawsze wyrzucić go ze swojego życia.

Jednak myśląc trzeźwiej – po kilku randkach z innymi chłopakami, przenalizowaniu znajomości z Syriuszem i wielu obietnicach Lily, że w tym chłopaku nie ma nic tak wyjątkowego – nie chciała tego robić. Czuła się lepiej i nie chciała, aby emocje sprawiły, że kierując się zemstą, zrani go, aby i on poczuł się choć w części gorzej tak, jak ona wtedy na szkolnych błoniach.

Wiedziała też, że dzisiejsza rozmowa to niejako przejaw chęci zagwarantowania spokojnych wakacji ze strony Syriusza i dotychczasowego statusu quo. Wszak obydwoje wiedzieli, że o ile w Hogwarcie mogli się mijać na szerokich korytarzach, tak  latem byłoby to ciężkie, skoro on zawsze odwiedzał Jamesa i spędzał w jego domu cały sierpień, a ona nie wyobrażała sobie wakacji bez odwiedzin u Marleny, której dom znajdował się blisko Potterów.

- Martwisz się o mnie, czy o to, jak przeżyjemy wakacje, wpadając na siebie, jak będziesz u Jamesa? – zapytała ironicznie.

Zaskoczona mina Syriusza wystarczyła jej za odpowiedź.

- Nie martw się. Będzie dobrze – powiedziała Dorcas, zbliżyła się w stronę drzwi, chcąc się przecisnąć obok niego, ale on niespodziewanie złapał ją za rękę.

Chciała mu powiedzieć, by ją puścił, ale niespodziewanie dla samej siebie położyła mu dłoń na ramieniu i pochyliła się ku niemu. Gdy ich wargi się złączyły, początkowo nie odpowiedział. Wydawał się zaskoczony, co przerażony tym pocałunkiem. Wystarczyła jednak krótka chwila, aby odpowiedział, przyciskając ją bliżej siebie. Jego ręka objęła ją w pasie, a palce drugiej wplotły się we włosy.

Głośny świst lokomotywy sprawił, że oderwali się od siebie, a pocałunek się skończył. Obydwoje dyszeli ciężko. Dorcas przesunęła językiem po spuchniętych od pocałunków wargach. Widziała, jak oczy Syriusza ciemnieją, gdy na nią patrzył.

- Musimy stąd iść, zanim wyruszymy w kolejną podróż pociągiem – powiedziała Dorcas, wychodząc na korytarz.

Syriusz posłusznie ruszył za nią, zamykając drzwi przedziału.

- Miedzy nami w porządku – dodała, wychodząc na peron. Na widok jego nieprzekonanej  miny, nie mogła jednak powstrzymać się wywrócenia oczach. – Nie przeczę, że jesteś pociągający, Black, a twoje pocałunki smakują lepiej niż amortencja, ale nie zamierzam się już w tobie zakochiwać. Dobry z ciebie materiał na kochanka, ale wyjątkowo kiepski na chłopaka. Obydwoje to wiemy i tego się trzymajmy.

 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała Nikumu
dla Zaczarowanych Szablonów.